Music

wtorek, 18 lipca 2017

#6

Po liście od Adriana poczułam się trochę lepiej, jednak nadal było mi dziwnie. Poznałam prawdę i byłam mu wdzięczna,ale chyba nie mogłabym go jeszcze spotkać i normalnie porozmawiać. Bynajmniej nie w tym momencie.

A teraz pożyczymy od Hermiony zmieniacz czasu, z tą różnicą,że przeniesiemy się do przyszłości

Środa 31 maja, 2017 rok
Kilka minut po 7 błam w domu, gdzie przy stole zastałam Macka. Dzisiaj około 11:30 mieli przylecieć niektóre reprezentacje w związku z urodzinami Mistrzunia. Mało tego,że musiałam ich przywieźć, to jeszcze Igor poprosił mnie, abym odwiozła jego młodszą siostrę z chłopakiem na lotnisko, gdyż lecą na wakacje. Tak, młoda zdała maturę i leci na wakacje na Malediwy, czy inne Seszele(które leżą w Barcelonie),a Igor musi bronić licencjat. Wchodząc do kuchni witam się z Maćkiem i ciocią. Następnie robię sobie mocną kawę w moim ukochanym kubkiem z napisem Forever Alone. Po zjedzeniu dwóch kanapek udałam  się do łazienki wziąć gorący prysznic,który mnie rozbudzi. Po około godzinie wychodzę z łazienki, po długim dobijaniu się do niej Maćka. Wychodzę i z mokrymi włosami zaczynam oglądać Dzień dobry TVN. Kiedy moje włosy są już w miarę suche idę się ubrać. Dzisiaj jest ciepło, jak na góry pod koniec maja. Założyłam czarne rurki i biały T-shirt na rękaw 3/4 z Nike. Do tego Adidas Superstar klasyczne białe z czarnymi paskami. Wypiłam jeszcze szklankę wody i udałam się pod dom Igora, aby odebrać Olę i jej chłopaka Sebastiana. Następnie ruszyliśmy do Krakowa. W mieście oczywiście tradycyjnie były korki, jednak w miarę skutecznie szedł ruch,więc po około 20-25 minutach byliśmy na lotnisku.
-A dzieciaki zapomniałabym-powiedziałam,kiedy wchodzili do budynku, trochę głupio mi się zrobiło
-Coś się stało?-zapytała Olka
-Nie wierzę, że się na to zgodziłam,ale Igor mnie zmusił, więc tak macie i błagam was uważajcie-powiedziałam i dałam im paczkę prezerwatyw zabijając w myślach Igora
-Serio, Majka!?
-Do Igora pretensje, tylko błagam w razie czego użyjcie ich, bo nawet pewna umowa z twoim bratem mnie nie uratuje,a teraz lećcie, bo za chwilę Barcelona wam koło nosa przeleci. -powiedziałam,a para zakochanych udała się do odprawy. Ja sama widząc,że jest dopiero po 10 postanowiłam udać się na małe zakupy. W końcu jutro jest Dzień Dziecka i muszę kupić coś Manii, jako przykładna ciocia. Dzięki Bogu przeszczep się udał i po około dwóch tygodniach  pobytu w szpitalu mała mogła wyjść do domu. Białaczka została zaleczona,jednak kluczowa będzie jutrzejsza wizyta. Mało tego Stempel i Sylwia zaczęli ze sobą kręcić. Lepiej być nie może. Udałam się do sklepu z zabawkami,a następnie kupiłam jeszcze jakieś drobiazgi dla reszty dzieciaków ze skocznej rodzinki. Niech wiedzą,że ciotka Majka jest najlepsza. W drodze powrotnej na lotnisko wstąpiłam do Maca po dużą kawę, w końcu dzisiaj jeszcze muszę iść do pracy.Po około 10 minutach wyruszam z powrotem na lotnisko. Kilka minut po wpół do 11 byłam na miejscu.
-No i gdzieś ty była? Masz trzy minuty spóźnienia-przywitał mnie Maciek
-Stresujesz się, jakbyś ślub brał. Powiedz, lepiej,czy dzwoniłeś do pana Darka?-tata Igora ma firmę transportową, która zawiezie część skoczków wraz z partnerkami do Zakopanego. Oczywiście pan Wawrzyk nie miał aż tylu busów,więc trzeba było zawieźć niektórych osobiście. Tak,więc ja, Maciek, Kuba, Piotrek, Dawid, Marta-jego dziewczyna, Krzysiek Miętus,Kacper Skrobot Stefan Hula.
-Tak, zaraz będą-odpowiedział Maciek. -Dobra to tak Majka ty weźmiesz Stefana z Marisą i Michciego z Claudia- i jak na zawołanie wszyscy wyłonili się z hali  przylotów. Uwierzcie mi nie wiem, jakim cudem każdy znalazł lot o tej samej godzinę, co jest bardzo podejrzane,ale widok ponad 70 osób na lotnisku musiał wyglądać komicznie. Oczywiście wszyscy skoczkowie nie mogli przybyć,ale nagrali coś dla Kamila, przez co mam zapełnioną pocztę i Skype, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Po przeczytaniu, kto gdzie z kim jedzie, panowie zapakowali torby do bagażnika i usiedli do samochodu. Z przodu siedziałam oczywiście ja i Marisa, a z tyłu Claudia, Michi i Stefan. Po chwili ruszyliśmy w stronę Zakopanego. Nie minęły trzy minuty,a już dostałam telefon od Maćka.
-Człowieku, co się stało?-zapytałam
-Kobieto zwolnij, bo pozabijasz ich tam-krzyknął.
-Nie drzyj się, jak stare kalesony. Na pewno będzie korek,więc mnie dogonisz, poza tym wątpisz, w moje umiejętności prowadzenia?-zapytałam "wściekła"
-Ja? Oczywiście,że nie, tylko uważaj, bo wieziesz zdobywce Kryształowej Kuli, jego dziewczynę i przyjaciół.
-Tak napisze to sobie, jeszcze na czole. Mogę już się rozłączyć, bo zaraz przez ciebie wjadę na kogoś i tyle będzie po urodzinach Kamila-powiedziałam i się rozłączyłam.
-Macie może ochotę na kawę?-zapytałam moich pasażerów
-Nie dziękujemy wypiliśmy w samolocie-odpowiedział uśmiechnięta Marisa. Muszę przyznać,że bardzo ją polubiłam, tak samo jak Claudię. Włączyłam radio, gdzie akurat leciało Drag me down One Direction. Widziałam kątem oka,że dziewczyny śpiewały pod nosem.
-Śpiewajcie na głos. Nie wstydźcie się. ten samochód słyszał już gorsze rzeczy-powiedziałam i wszyscy się zaśmialiśmy. Niedługo otrzymałam kolejny telefon. Tym razem od Dawida.
-Majka, zatrzymaj się na najbliższej stacji, bo Daniel i Markus muszą na kawę. Chłopaki i Marta już wiedzą.
-Ja was kurde normalnie pozabijam. Dobra już zjeżdżam.-powiedziałam i się rozłączyłam. Nie minęło nawet 10 minut jazdy,a oni już postój robią. W takim tempie, to ja nie wiem, czy dojedziemy do Zakopca do soboty.
-Przymusowy postój. Pytajcie Daniela, ale podejrzewam,że to Skrobot albo Maciek musi się zatrzymać. No nic powdychajmy węglowodory,które są w benzynie-powiedziałam i wyszliśmy. Kiedy wszyscy już zrobili, to co mieli ruszyliśmy dalej. Po drodze albo śpiewaliśmy,a albo odbierałam telefon od Igora,który chciał wiedzieć czy wręczyłam prezent od niego dla siostry. Następnie Stempel z pytaniem,jakie kwiaty lubi Sylwia,a na końcu Rafał-recepcjonista,który ma teraz zmianę.
-Czy coś się stało?-zapytałam
-Tak Tośka- ta praktykanta zablokowała system i nie wiemy, gdzie jest kod-powiedział. No pięknie zostawić im praktykantów pod opieką, to jest dopiero wyzwanie. Dwóch recepcjonistów, kierownik zmiany i kierownik recepcji,a oni nie wiedzą, gdzie jest kod,który odblokuje system. No po prostu cudownie.
-Idź do socjalnego i na tablicy powinna być taka duża kartka z kodem-odpowiedziałam
-Byłem i nic nie znalazłem. Wszyscy szukaliśmy,ale nic. Kiedy będziesz?-zapytał
-Jakieś 1,5 godziny,ale przy dobrych lotach i braku korku na Zakopiance godzinka.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Okej, jakoś sobie powinniśmy poradzić. Najwyżej wezwiemy Darię-powiedział
-Nie radzę, jest dzisiaj u kosmetyczki i przygotowuje się na ślub siostry. Czekajcie cierpliwie. Gości nie powinno być zbyt wielu. Właśnie wyjeżdżam z Krakowa. -powiedziałam i się rozłączyłam.
-Ciężkie masz życie-powiedział Stefan
-Nawet nie wiesz, jak bardzo. Teraz trzymajcie się mocno, bo w mniej niż godzinę musimy dojechać do Zakopanego-odpowiedziałam i w duchu modliłam się,aby nigdzie po drodze nie stała policja. Na szczęście drogówki nigdzie nie było,a Zakopianka świeciła pustkami,co nie zdarza się zbyt często, chociaż jej stan zostawia wiele do życzenia i momentami musiałam uważać,żeby nie zgubić podwozia, to kilka minut przed trzynastą byliśmy pod hotelem.
-Wybaczcie,że będę niekulturalna,ale muszę iść ratować dupy kolegom. Bierzcie walizki i chodźcie. Marisa zamkniesz samochód?-zapytałam blondynki
-Pewnie-odpowiedziała Probst i przekazałam jej kluczyki. Następnie pobiegłam do recepcji, niczym tornado wpadłam do pokoju socjalnego i wzięłam kartkę,której naprawdę ciężko nie bylo zauważyć.
-Ja nie wiem, wy macie słaby wzrok, czy jak, przecież to aż bije po oczach-powiedziałam do czterech mężczyzn, którzy stali przy komputerze.
-Pani Maju, ja naprawdę nie chciałam-odzywała się Tosia
-Po pierwsze nie pani tylko Majka, po drugie nic się nie stało. Jak Olaf kiedyś zablokował system to trzeba było informatyka wzywać. To dopiero były jaja-odpowiedziałam
-Tym bardziej,że to był były chłopak Majki-odparł Jacek-kierownik recepcji
-Ta w skrócie błąd życiowy-odparłam.  Patryk to długa historia i trochę bolesna. Nawet nie trochę tylko bardzo. W domu Patryk to był temat tabu. Nie rozmawiałam o nim nawet z Igorem
-No chłopaki módlcie się,aby zadziałało-powiedziałam i zaczęłam wpisywać trzynastocyfrowy kod. Uważając starannie,aby niczego nie pomylić, bo wtedy kaplica. Informatyk potrzebny od zaraz. Na całe szczęście się nie pomyliłam i już po chwili zostałam okrzyknięta bohaterką.
-To teraz możecie iść do Krzyska i przynieść mi cappuccino i sernik-powiedziałam. Krzysiek był to szef restauracji w naszym hotelu. Natychmiast zerwał się Olaf, a po chwili do hotelu weszli skoczkowie i ich partnerki.
-Ja już ich załatwię-odpowiedziałam.- Tośka szykuj karty z trzeciego i czwartego piętra-dodałam. Następnie wykonałam wszystkie czynności z najwyższą starannością. Po pierwsze padałam na twarz,a po drugie system nie działał jeszcze na najwyższym poziomie. Na szczęście z pomocą przybył kierownik i wrócił Olaf z moim zamówieniem
-Dziękuje bardzo-odparłam biorąc kawałek sernika do ust podczas rejestrowania Daniela Andre Tandego i jego dziewczyny Anji - Życzę miłego pobytu-powiedziałam i wręczyłam kartę do pokoju  Następny w kolejce był Andi
-Dzień dobry pani-powiedział z bananem na twarzy
-Witam pana w hotelu Tatry, za chwilę otrzyma pan kartę do pokoju-odpowiedziałam. Mój humor od razu uległ poprawie
-A czy pani dałaby się dzisiaj zaprosić na spacer?
-Z ogromną chęcią tylko pani dzisiaj pracuje i musi iść się przespać chociaż dwie godziny.
-Oj to niedobrze,ale jutro po południu może kawa?
-Zobaczę w grafiku i dam znać. -odpowiedziałam. Trener Schuster,który stał obok ze swoją żoną dziwnie się na nas spojrzał.- Życzę miłego pobytu  i do zobaczenia-powiedziałam i podałam kartę Wellingerowi. Po około 20 minutach wszyscy udali się do swojego pokoju,a ja opadłam na krzesło w recepcji dokańczając sernik i kawę. Relaksowałam się,kiedy podszedł do mnie Jarek- kolejny z praktykantów i Tośka
-Co tam młodzieży?-zapytałam
-Bo widzi pani, my mamy dzisiaj praktyki do 21, na 20 zarezerwowałem restaurację, bo dzisiaj wypada rocznica naszego związku ii
-Pani Maju, ja wiem,że za to zablokowanie systemu powinnam zostać,ale
-Po pierwsze jeszcze raz,któryś powie do mnie Majka to mu strzelę i powiedźcie to swoim kolegom, po drugie rozumiem i was usprawiedliwię w razie, czego, ale mogliście z tym do Jacka.
-No tak,ale pan Jacek jest...
-Jacek to najlepszy kiero na świecie i na pewno was zrozumie.
-Dziękujemy bardzo.-powiedział Jarek i poszedł. Ach ta młodzież. W końcu postanowiłam udać się do domu. Przecież nie samą pracą żyje człowiek. Chociaż w moim przypadku chyba tak było. Kiedy weszłam do domu udałam się do kuchni w celu zjedzenia obiadu. Zjadłam trochę zupy pomidorowej i poszłam się położyć,jednak nie dałam rady zasnąć. Coś czuję,że jutro będzie cudowny dzień. Mam nadzieję,że czujecie ten sarkazm. Poszłam do pracy trochę wcześniej. Po kolacji przyszedł do mnie Andi, wpuściłam go i pogadaliśmy  prawie do 23.
Następnego dnia wróciłam do domu około 7:30. Musiałam zrobić jeszcze zakupy. Nie jadłam nawet śniadania tylko prosto powędrowałam do mojego łóżeczka zmieniając tylko strój. Założyłam spodenki i T-shirt z Nike i momentalnie Morfeusz porwał mnie w swoje objęcia. Niestety sen nie potrwał długo, gdyż obudził mnie łomot dochodzący z salonu. Wściekła zeszłam do salonu.
-Maciek do huja pana popierdoliło cię do reszty!!!!! Ludzie chcą spać kurwa-wydarłam się na kuzyna,który przestraszony aż podskoczył,a Piotrek natychmiast wyłączył piosenkę Czesława Niemena Sen o Warszawie.
-Boże Majka, nie wiedzieliśmy,że jesteś w domu-powiedział Dawid
-A gdzie miałam iść do burdelu!?-zapytałam retorycznie. Dopiero teraz zobaczyłam,że w salonie siedzą skoczkowie.-Cześć-przywitałam się i poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Do tego sok, bo kawy wypiłam wczoraj tyle,że starczy mi do poniedziałku i znowu Stempel będzie krzyczał,że mam odwodniony organizm. Podczas posiłku wpadł Kuba,żeby zostawić Otylię i tyle go widziałam. Zaniosłam małą w nosidełku do salonu.
-To teraz na spokojnie powiedźcie mi, po co włączyliście ten jazgot?-zapytałam
-Bo mamy niespodziankę dla Kamila. Będziemy tańczyć-powiedział Dawid,a ja przeżegnałam się lewą ręką, co rozbawiło Otylię. Oni będą tańczyć i to układ taneczny. Boże zachowaj. Może uda mi się im wybić to z głowy,albo chociaż zmienić repertuar.
-Z tego, co wiem to Kamil jest fanem Liverpoolu, więc skąd pomysł,żeby użyć piosenki, która grają na Łazienkowskiej? No jeszcze w życiu nie widziałam go na meczu Legii.
-Majka jesteś genialna. Tylko jaką piosenkę weźmiemy teraz?-powiedział Piotrek
-Jaki zespół pochodzi z Liverpoolu?
-The Beatles! Majka kocham cię!-krzyknął Dawid. Do salonu weszli Janek wraz z Wiwianą i Sonią oraz Klemens z synkiem.
-Maja zajmiesz się nimi? My musimy ćwiczyć układ.-zapytał z mina pieska Janek
-Pewnie. Chodźcie dzieciaki ciocia da wam prezent w końcu dzisiaj Dzień Dziecka-powiedziałam i udałam się z moim odziałem do kuchni, gdzie schowałam małe upominki. Po około godzinnej próbie skoczkowie udali się do hotelu,a chłopaki na siłownie. W międzyczasie Stefan Hula podrzucił mi swoją córkę Milę. Dałam tym kochanym łobuziakom zabawki i poszłam uśpić Otylię. Milcia była
już duża,więc postanowiłam,że atrakcją dla niej będzie pomaganie mi przy lepieniu pierogów. Dziewczynka bardzo się ucieszyła. Po około 30 minutach na stole zaczęły pojawiać się pierogi rożnego rodzaju. Do tego miałam więcej pomocników, gdyż zabawa klockami się znudziła. Zabawy było, co nie miara. Nagle po domu rozległ się dźwięk dzwonka. Poszłam szynko otworzyć,aby Otylka się nie obudziła.  W drzwiach stał Andi z czekoladą Milka i batonikami Milka Oreo.
-Hej. Ja wpadłem na kawę.
-Cześć. Zapraszam-powiedziałam i zaprowadziłam skoczka do kuchni.- Nie wiem,czy znajdzie się dla ciebie miejsce przy stole, więc zapraszam do jednej z szafek.-powiedziałam i oboje się zaśmialiśmy. Wellinger wręczył dzieciakom po batoniku.
-Dziękujemy-powiedziały chórem. Chłopak tylko się uśmiechnął,co znaczyło,że zrozumiał, mało tego odpowiedział
-Nie ma za co- i to po polsku dzieciaki były tak zadowolone ze słodyczy,że chciały natychmiast je zjeść. Poszły umyć ręce i natychmiast zabrały się za spożywanie słodkości. Ja w tym czasie wstawiłam wodę i zalałam obiecaną kawę. Wyjęłam szarlotkę,którą ciocia zrobiła wczoraj, ukroiłam i podałam na talerzyku. Następni zalałam kawę i postawiłam przed skoczkiem. Wróciłam do lepienia pierogów.
-Lepiej schowaj je przed Sevem, bo za wiele nie zostanie-powiedział,a ja się zaśmiałam
-A myślisz,że dlaczego robię pierogi na obiad? Wiem,że te głodomory wrócą i przyprowadzą resztę. Trzeba być przygotowanym.
-Masz rację. Może ci pomóc?
-Nie, absolutnie nie. Jesteś gościem, wiec siedź na tyłku i wcinaj ciasto
-Nie ma takiej opcji.-wstał i podszedł do stołu. Przez kilka kolejnych minut "sprzeczaliśmy się".
-Nie-powiedziałam,a chłopak zamknął mi usta krótkim pocałunkiem w usta.
-Przepraszam. Nie powinienem...-powiedział zmieszany
-Ale ja się nie gniewam-odpowiedziałam i tym razem to ja go pocałowałam. Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech. Romantyczną chwilę przerwał płacz Otylii,a zaraz potem otworzyły się drzwi wejściowe. Kątem oka zobaczyłam,że to Maciek i po chwili do domu wparowała reszta skocznej rodzinki z partnerkami i  Dzibusiem na czele.
-O Majka robi pierogi. Skąd wiedziałaś,że przyjdziemy na obiad?-zapytał Kubacki
-Intuicja. Myć rączki i siadać w salonie, tylko uważajcie i patrzcie, na stopy, bo za skaleczone nogi przez klocki nie odpowiadam-powiedziałam.
-Matko, Majka ty przedszkole otwierasz?-zapytał Wiewiór
-No pewnie, to świetny pomysł na biznes. Wiesz 500+ i te sprawy.-
-O Andi tu jesteś. A my się zastanawialiśmy,czemu nie ma cię na siłowni-wypowiedział się jak zwykle elokwentnie Maciek, z uśmiechem na ustach, na rękach trzymając Otylię- Trzeba ją przewinąć-dodał już poważnie
-No to chrzestny na, co czekasz. Pampersy są w przedpokoju.
-Ale, Majusiaaa..
-Żadne Majusia, do robienia, zabawiania i rozpieszczania to pierwsi, a przewijać nie ma komu-powiedziałam i po chwili Maniek ustąpił. Ja w tym czasie ugotowałam pierwszą porcję pierogów, zastawiłam stół z pomocą Marisy, Claudii i Miny-narzeczonej Prevca. Zrobiłam mleko dla Otylii.
-No kochani. Bierzcie i jedzcie. Dla dzieciaków mogę zrobić naleśniki-powiedziałam
-Daj spokój, siadaj i jedz-powiedział Stefan
-Nie dzięki, nie jestem głodna, za to wy bierzcie i jedźcie. Starczy dla każdego i pewnie jeszcze mnóstwo zostanie. Udałam się do kuchni po butelkę i zaczęłam karmić najmłodszego członka naszej familii Kotów. W salonie panowała cisza przerywana tylko stukotem sztućców o talerze. Nagle rozległ się refren piosenki "Będę kawalerem" zespołu Effect.
-Maciek, odbierz to Igor-powiedziałam, a skoczek udał się do kuchni i po przywitaniu z Wawrzykiem podał mi telefon.
-Cześć, streszczaj się, bo dziecko karmię-powiedziałam
-Boże 500+ nawet ciebie dopadło?-zapytał przerażony
-Jak widać, to, co się stało?
-Nie uwierzysz, poznałem mega laskę i wpadłem po uszy.-powiedział, a ja zakrztusiłam się powietrzem.
-Co ty pierdolisz? Chłopie nie wiem, co brałeś,ale podziel się-powiedziałam,a Dziubuś parsknął śmiechem. Rzuciłam dla niego mordercze spojrzenie.
-Majka ja mówię serio. Ma na imię Tamara i jest po prostu cudowna.
-Kiedy ją poznałeś?
-Tak jakoś dwa tygodnie temu,albo trzy.
-Słucham i ty nic nie powiedziałeś?
-Oj,bo nie wiedziałem, czy coś z tego będzie
-Dobra wybaczam. Kiedy ją poznam?
-Jeszcze nie wiem, a teraz wybacz, bo właśnie idzie. Kocham cie siostra pa-powiedział i się rozłączył. Spokój nie trwał długo, gdyż do domu wpadł rozanielony Stempel. Następny zakochaniec.
-Majka, ach jakie życie jest piękne-zachwycał się
-Ja nie wiem, co oni ćpią i czemu beze mnie?-zapytałam się sama 
-Mam prośbę idę dzisiaj z Sylwią na kolację i mogłabyś się zająć Manią?
-Ja zwariuje. Zamkną mnie w pokoju bez klamek kratami w oknach
-Majka błagam-zrobił minę pieska. Chłop prawie 30 lat i z czymś takim mi tu wyskakuje.
-Kolacja ze śniadaniem?-zapytałam
-Kto wie?-poruszył zabawnie brwiami
-Dobra przenocuje małą, tylko tak Sylwia ma mi spakować wszystkie leki i rozpisać je na kartce oraz, co może jeść. Jasne?
-Tak jest. Jesteś najlepsza. Jak się uda to będziesz świadkiem na naszym ślubie-następnie wziął mnie na ręce i okręcił kilka razy na około.. Dobrze,że zdążyłam przekazać Otylię Maćkowi.
-Puszczaj debilu i leć kupuj różowe róże, bo Sylwia je uwielbia
-Tak jest. Kocham cię-powiedział i poszedł
-Co to było?-zapytał Piotrek
-Zjawisko paranormalne. Zakochany Stempel-odparłam i powoli zaczęłam sprzątać po obiedzie. Skoczkowie i ich dziewczyny wypili kawę i udali się na miasto. Ja natomiast poszłam chwilę odpocząć. Ten dzień był pełen wrażeń. Na samo wspomnienie ust Andreasa na moich uśmiechałam się jak głupi do sera. Co ten chłopak mi zrobił???
Około dwóch godzin później Sylwia przywiozła Marysię
-Tutaj masz,leki piżamy ubrania na jutro...-zaczęła wymieniać
-Hej poradzimy sobie. Daj tylko rozpiskę z lekami, co może  jeść i jakoś sobie poradzimy. Nie młoda?
-Pewnie ciociu-powiedziała trzylatka i pobiegła do salonu.
-Dzięki-powiedziała Sylwia
-Daj spokój, leć się przygotować na kolację-odpowiedziała,a Chowańska natychmiast wyszła.
-Mania, co ty na to,żeby pójść na plac zabaw?-zapytałam moją bratanicę
-Taaak-powiedziała i po założeniu małej sweterka wyszłyśmy. Zrobiłyśmy kilka zdjęć, niektóre wstawiłam na Instastory i kiedy zaczynało robić się zimno wróciłyśmy do domu. Zrobiłam Marysi gotowanego kurczaka z warzywami i poszłam ją umyć. Następnie oglądałyśmy bajki. Około 22 obydwie usnęłyśmy.

Andreas
Nie, nie i jeszcze raz nie. Pocałowałem Majkę,ale najlepsze jest to,że za to przeprosiłem. Debilu, coś ty zrobił. Przecież mam dziewczynę, to podchodzi pod zdradę. Ale nic nie poradzę na to,że odkąd poznałem Majkę w Planicy cały czas o niej myślę.  Muszę z kimś porozmawiać, bo inaczej zwariuję. Wydaje mi się,że Stephan będzie najlepszą opcją.
-Chyba się zakochałem-mówię,kiedy dziewczyna Layhe wychodzi, byśmy mogli spokojnie porozmawiać.
-Z tego, co wiem to dawno nie? Właśnie dlaczego Laura nie przyjechała?
-Nie miała ochoty.Ale to nie chodzi o Laurę
-To o kogo?-zapytał zdziwiony
-O Majkę.-
-Zakochałeś się w Majce!!!?-skoczek aż krzyknął
-Nie wiem. Dzisiaj ją pocałowałem i od razu przeprosiłem-opowiedziałem sytuacje z dzisiejszego przedpołudnia.
-Co ona na to? Dała ci z liścia nakrzyczała na ciebie? Mów stary!!!
-Powiedziała,że się nie gniewa i mnie pocałowała-mina Stephana była bezcenna
-I co teraz zrobisz?
-Nie mam pojęcia.  Dzięki stary będę leciał. Do jutra-powiedziałem i wyszedłem. Położyłem się na łóżku i myślałem o pięknym widoku, jak Maja karmiła dzisiaj córkę Kuby. Umie zajmować się dziećmi i na dodatek one je kochają . Pewnie będzie świetną matką.  Uśmiechnąłem się na samo wspomnienie, naszego pocałunku.
Urodziny Kamila rozpoczynały się o 17. Z samego rana, czyli koło 9:30 poszedłem na siłownię. Następnie wziąłem gorący prysznic i pogrążyłem się w czytaniu książki. Około 15 zacząłem się ubierać. Założyłem czarne jeansy i błękitną koszulę.  Następnie wraz z Severinem i Caren udaliśmy się do recepcji. Oddaliśmy w opiekę nasza karty i wraz z resztą czekaliśmy na nasze pojazdy. Około 16:30 do środka weszła kadra Polski wraz z swoimi dziewczynami. Obok dziewczyny Maćka szla Maja. Odjęło mi mowę. Miętowa sukienka idealnie podkreślała jej sylwetkę. Nie wiedziałem,że jest tak chuda. Jednak nie wyglądała jak anorektyczka. Była idealna.  Po chwili przeniosłem wzrok, na jej nogi. Założyła wysokie beżowe(chyba) szpilki. Włosy miała delikatnie zakręcone,a z boku był warkocz. Po prostu ideał.
-Nie spieprz tego-szepnął mi do ucha Severin.
-O czym ty mówisz?-zapytałem udając zdziwionego
-Wiesz,jeśli chcesz mogę później zamówić jakąś wolną piosenkę, dam ci znak,a ty zaprosisz ją do tańca-powiedział, a ja obserwowałem Gajewską,która właśnie rozmawiała z recepcjonistką.
-Nie wiem, jak ci się odwdzięczę-powiedziałem
-Będę chrzestnym waszej córki-odpowiedział i podszedł do swojej żony całując w policzek. Uśmiechnąłem się na te słowa.l Następnie wyszliśmy i udaliśmy się do restauracji,gdzie odbywały się urodziny.

Maja
W piątek wyciągnęłam wszystko od Stempla. Bardzo cieszyłam się ich szczęściem. Przez resztę dnia nie robiłam nic ciekawego,więc przejdźmy do soboty.
Po raz pierwszy od nie wiem,jak dawna obudziłam się wyspana.  W sumie,co się dziwić. Jest 11. Poszłam pobiegać i po powrocie wzięłam kąpiel. Umyłam włosy i po ich wysuszeniu poszłam się ubierać. Założyłam sukienkę , i na wszelki wypadek wzięłam jeszcze miętowy żakiet. uczesałam się i poszłam ponownie do łazienki zrobić makijaż. Zrobiłam tylko kreski, rzęsy pomalowałam zwykłym tuszem,a usta podkreśliłam delikatną brązową pomadką. Następnie wzięłam świeżo, co kupione szpilki i je założyłam. Nie wiem, jak w nich wytrzymam,ale jedno jest pewne. Jutro, na chrzcinach Otylii będę chodzić,albo w klapkach albo na boso.  Następnie wsiadłam w samochód i pojechałam do hotelu. Przed wejściem spotkałam Martę
-O ja Majka jak ty ślicznie wyglądasz-powiedziała
-Dziękuję kochana. Ty również odpowiedziałam i pocałowałam ją w policzek na przywitanie. Po kilku chwilach ploteczek dołączył do nas Dawid tanecznym krokiem
-Ona miała suknie kolorową, czarne getry czapkę i bluzę sportową-śpiewał hit Longa i Juniora.
-Dawid proszę cie przestań.-powiedziała jego dziewczyna- Śpiewa to od samego rana-dodała. Po chwili,kiedy wszyscy kierowcy już byli weszliśmy do hotelu. Szłam koło Agnieszki- dziewczyny Maćka. Kiedy zobaczyłam Wellingera na chwilę zabrakło mi powietrza. Nie chcąc się mu przyglądać podeszłam do Marty-recepcjonistki,która miała zmianę.
-Nie chcę cię stresować,ale Wellinger nie może oderwać od ciebie wzroku-powiedziała
-Żartujesz?
-Nie jestem poważna,  chyba kuzyn cię woła- miała rację po chwila podszedł Maciek i musieliśmy już jechać. Weszliśmy do restauracji i schowaliśmy się. Równo o 17 Ewa wprowadziła Kamila z zawiązanymi oczami. Po chwili zdjęła mu opaskę i wszyscy wyskoczyliśmy i krzyknęliśmy wszystkiego najlepszego. Mistrzunio stał na środku zszokowany, po chwili zaczęliśmy podchodzić i składać mu życzenia. Po obiedzie,bądź kolacji, jak kto woli zaczęły się tańce. Zespół,który zamówił Piotrek zaczął grać pierwsze takty piosenki Lekcja miłości, nikt na razie nie ruszył na parkiet,jednak kiedy zaczęły lecieć pierwsze, bez której nie może odbyć się żadna góralska impreza, czyli "Szarpany" Golec uOrkiestry. Ja i Krzysiek  Miętus,który siedział obok rzucił porozumiewawcze spojrzenie i ruszyliśmy na parkiet. Zaczęliśmy tańczyć i śpiewać ten hit. Po chwili dołączyły do nas. Potem już tylko zmieniałam partnerów. Maciek, Kamil Piotrek. Następnie dorwał mnie Dziubuś,który specjalnie zamówił Kolorową Sukienkę. Pokręciłam tylko głową i zaczęłam z nim śpiewać. Po tym nastąpiła przerwa i nadszedł czas na pierwszy toast.  Wiewiór był w siódmym niebie,kiedy polewał. Ja wypiłam tylko dwa kieliszki nalewki z resztą piekielnie mocnej od mamy Ewy. Wystarczyło na tyle,aby nogi odpowiednio giętkie do tańca.  Przerwa nie trwała zbyt długo gdyż po chwili byłam okręcana przez Prevca, kątem oka dostrzegłam,że Mina tańczy z Mackiem, albo Kubą przy tym świetle ich nie odróżniałam. A później to już szło, jak z płatka. Norwedzy, Niemcy Austriacy, nawet trenerzy. Powiem wam,że  trenera Horngachera to nic tylko do Tańca z gwiazdami dać. Następną piosenką był hit Brathanków W kinie w Lublinie. Obok mnie znajdowały się właśnie Agnieszka i Asia. Niewiele myśląc złapałyśmy się za ramiona i zaczęłyśmy tańczyć ala Kankana. Dołączyły do nas Justyna, Agnieszka Murańka, Ewa, Angelika i Marta. W tej chwili dziękowałam Stemplowi za tak ostre treningi.  Nie muszę wspominać,że wszystkie miałyśmy szpilki. Przy kolejnym refrenie zaczęłyśmy kręcić się na około, co spotkało się z aplauzem.  Błagałam,żeby piosenka się skończyła, jednak jak na złość Piotrek kazał zagrać jeszcze dwa refreny. Po męczarniach widziałam,że Freund podszedł i zamówił piosenkę. Następnie kiwnął do Wellingera,który po chwili podszedł do mnie.
-Można prosić?-zapytał z uśmiechem
-Tak, z panem dzisiaj jeszcze nie tańczyłam - zaczęła lecieć piosenka Farby "Chce tu zostać" Dzięki szpilkom sięgałam Andreasowi do ramion. Opuścił głowę,aby spojrzeć mi w oczy. Ja oparłam czoło o jego brodę wtulając się w jego szyję, wdychając jego cudowne perfumy. W tamtym momencie nie liczyło się zupełnie nic.  Było mało ważne, czy tańczymy w rytm, czy nie. Chciałam,aby ta chwila trwała wiecznie.

wtorek, 11 lipca 2017

#5

Przeszczep wyznaczono na 12 maja, czyli piątek. Oznaczało to,że muszę stawić się w szpitalu w poniedziałek.  Po powrocie z pracy spakowałam kilka rzeczy i następnie poszłam choć na chwilę się zdrzemnąć. Niestety mój wypoczynek zakłócił Kuba, który poprosił mnie, abym zajęła się Otylką. Położyłam małą spać i udałam się do kuchni w celu przygotowania obiadu. Od tygodnia miałam okropny humor. Nie spalam zbyt wiele, mało jadłam. Wszyscy to zauważyli,ale każdy bał się  ze mną porozmawiać. W sumie może to i dobrze. Kiedy usłyszałam płacz w salonie udałam się do małej wzięłam ją an ręce i przytuliłam, Po kilku chwilach się uspokoiła.
-Hej mała tu twoja popieprzona ciocia. Mam nadzieję,że będziesz inna-powiedziałam do dziewczynki.
-O kogo tu moje oczy widzą. Dwie śliczne kobietki.-powiedział wujek,kiedy wszedł do salonu.  Pocałował nas obie w policzki i wziął swoją wnuczkę na ręce.
-Wujku zajmiesz się małą, bo ja muszę już powoli wyjeżdżać do Krakowa.
-Jasne. Leć i powodzenia na kolokwium-powiedział wujek. Udałam się na górę, dopakowałam kilka rzeczy, wzięłam dokumentację medyczną i wyruszyłam w drogę do Krakowa. Na Zakopiance, jak zwykle był korek. Mimo wszystko pod blokiem Igora byłam już po 1,5 godziny jazdy. Wzięłam torby i wchodząc po schodach na drugie piętro kierowałam się do mieszkania przyjaciela. Po zadzwonieniu dzwonkiem w drzwiach stanął Igor
-Znowu zapomniałaś kluczy?-zapytał i wziął ode mnie torbę
-Nie po prostu nie chciało mi się ich szukać w czeluściach Tartaru-czyli mojej torbie. Po zdjęciu kurtki poszłam do kuchni, która była połączona z salonem.
-Proszę bardzo herbata w ulubionym kubku. Specjalnie dla ciebie kupiłem tez sernik-powiedział i postawił ciasto przede mną
-Dzięki,ale nie mam zbytnio ochoty.
-Jak to? Chora jesteś?
-Nie po prostu nie ma apetytu-odpowiedziałam
-Co się dzieje?-zapytał wyraźnie zmartwiony.
-Nic,a co ma się dziać?
-Majka mnie nie oszukasz. Co się dzieje?
-Po prostu boję się rozumiesz. Nie wiem, czy podjęłam dobrą decyzję-postanowiłam,że opowiem przyjacielowi o wszystkim ,co przez ostatnich kilka dni zaprzątało moją głowę.
-Czy dobrze zrobiłaś godząc się na przeszczep?-zapytał
-Nie,. Tego jestem stuprocentowo pewna,że muszę pomóc Mani. Chodzi o Adriana.
-Boisz się poznać prawdę?
-I to, jak cholera. Tyle lat na to czekałam. Zadawałam sobie pytanie dlaczego,a kiedy to ma nastąpić nie chce tego. Boje się usłyszeć, tego,że mnie nie kochał i po prostu mnie zostawił.-nie wytrzymałam i rozpłakałam się, jak małe dziecko.
-Majuś będzie dobrze.
-Nie, nie będzie nie rozumiesz? Czuje się strasznie samotna. Najpierw odszedł Adrian, teraz Artur. Ja tracę kontrolę nad własnym życiem-łkałam w ramionach przyjaciela
-Nie jesteś samotna. Pamiętaj,że ja zawsze będę przy tobie. Nigdy cię nie opuszczę.- po około 20 minutach się uspokoiłam.
-Mogę zadać ci jedno pytanie?-zapytał niepewnie Igor
-Tak pytaj śmiało.
-Co byś zrobiła gdyby Adrian wrócił?
-Nie wiem-odpowiedziałam zgodnie z prawdą
-Wybaczyłabyś mu?
-Za cholerę nie wiem. To jest mój brat i pewnie gdzieś podświadomie nadal go kocham i kochać będę,ale opuścił mnie w momencie, w którym potrzebowałam go jak nigdy. Najzwyczajniej w świecie stchórzył i zrobił, to co było dla niego najlepsze Zawsze myślał tylko o sobie. Jestem na niego wściekła za te 6 lat.
-Już dobrze. Idź weź prysznic,a ja zaprze ci herbatę.-powiedział Igor. Jak mi kazał tak zrobiłam. Założyłam dresy,które służyły mi za piżamę i wyszłam z łazienki. Pod prysznicem chodź przez chwilę mogłam zapomnieć o wszystkim. Udałam się do okna, skąd widok ukazywał Kraków wieczorem. Po chwili Igor wręczył mi kubek z melisą, a ja znowu zaczęłam płakać.
-Majusia już spokojnie. Co mam zrobić?-zapytał smutny
-Po prostu mnie przytul-odpowiedziałam i po chwili tonęłam w uścisku przyjaciela.- Będziesz ze mną dopóki nie zasnę?-zapytałam
-Oczywiście-odpowiedział i udaliśmy się do sypialni. Igor szczelnie przykrył mnie kołdra, pocałował w czoło. Gdy położył się na łóżku wtuliłam się w jego tors i słuchając rytmicznego bicia serca Wawrzyka odpłynęłam do krainy Morfeusza,

Obudziłam się wtulona we Freda- misia, którego podarowałam Igorowi na 18-ste urodziny. Spojrzałam na szafkę nocną, gdzie znajdował się elektroniczny zegarek. Wskazywał on godzinę 6:42. Postanowiłam wstać i zrobić śniadanie. Niestety lodówka świeciła pustkami. Jedyne,,co w niej znalazłam to światło. Chcąc nie chcąc musiałam udać się do sklepu. Po kupieniu wszystkich potrzebnych mi rzeczy wróciłam z powrotem do mieszkania. Przygotowałam jajecznicę, naleśniki z Nutellą i bananami oraz bułki z dżemem truskawkowym. Kiedy czekałam, aż woda na kawę się zagotuje poczułam ręce na mojej talii.
-Co muszę robić,żeby mieć takie śniadania codziennie?
-Zasłużyć sobie-odpowiedziałam, a Wawrzyk udał się do łazienki. Zdążyłam zrobić kawę,kiedy wrócił.  Posiłek spożywaliśmy w ciszy.
-Dziękuje bardzo. Było przepyszne.
-Nie ma za co. To ja ci dziękuję za wczoraj.
-Daj spokój. Ile razy ty mnie pocieszałaś? Poza tym musisz mi coś obiecać-powiedział całkiem poważnie
-Zamieniam się w słuch.
-Jeżeli do 30 obydwoje nie będziemy po ślubie, to zostaniemy małżeństwem. Co ty na to?
-Zgoda,ale nie wiem, czy ze mną wytrzymasz do śmierci-powiedziałam i wybuchnęliśmy śmiechem
-Postaram się- odparł. Następnie wspólnie posprzątaliśmy. Przebrałam się i udałam się na Uniwersytet Ekonomiczny. O 11:30 miało odbyć się kolokwium. Godzinę później wychodziłam z uczelni z piąteczką w indeksie, chociaż się trochę stresowałam. Przy wyjściu czekał na mnie Igor.
-To mamy, co oblewać?-zapytał i zza pleców wyciągnął Piccolo, na co wybuchłam śmiechem
-Tak mamy. Serio? Wieki tego nie piłam
-Słyszałem,że nie możesz pić alkoholu przed przeszczepem, więc zainwestowałem w, co innego. Mam nadzieję,że nadal lubisz truskawkowe?
-Uwielbiam-powiedziałam i udaliśmy się wolnym spacerem do mieszkania Igora. Całą sobotę spędziliśmy na jedzeniu naszych wymysłów kulinarnych i oglądaniu wszystkich części Harrego Pottera. W niedzielę rano, jak przystało na prawdziwych katolików udaliśmy się na mszę,a później wspólnie gotowaliśmy obiad. Równo o 14 zasiedliśmy przed telewizory, by oglądać Familiadę.
Podsumowując ten weekend z Igorem był mi potrzebny,jak tlen. Dzięki niemu zapomniałam o moich wątpliwościach.

W poniedziałek rano stawiłam się w szpitalu. Po przebyciu wszystkich badań zostałam przepytana przez anestezjologa, następnie onkolog powiedział mi, jak to będzie wyglądało, powiedział o ewentualnych powikłaniach. W szpitalu odwiedzali mnie Igor, Stempel, wujek z ciocią, Agnieszka i Kuba wraz z Asią. Codziennie praktycznie rozmawiałam z Wellingerem. Tak minął mi czas do piątku.
W piątek od samego rana byłam przygotowywana do zabiegu.Przewieziona mnie na sale, gdzie podano mi znieczulenie w kręgosłup. Pobrano mój szpik i zawieziono go na salę, w której był zabueg Marysi. Mnie natomiast odwieziono na salę pooperacyjną. Byłam taka śpiąca,że zasnęłam. Obudził mnie hałas odsuwanego krzesła.
-Hej Maja, jak się czujesz?-zapytała  Sylwia
-Dobrze, powiedz lepiej, co u Marysi?
-Wszystko w porządku. Przed chwilą zasnęła.
-To dobrze
-Ty spełniłaś swoją obietnicę teraz czas na moją-powiedziała i nadszedł moment,którego się obawiałam- Adrian uzależnił się od hazardu. Narobił długów, przez co był ścigany przez mafię. Wypadek waszych rodziców to nie był przypadek. Ktoś celowo uszkodził ich auto,jednak nikomu niczego nie udowodniono. Gangsterzy zaczęli go nachodzić grożąc,że zrobią coś tobie. Adrian przestraszył się. Wybrał kilka tysięcy z konta waszego ojca i poszedł oddać dług,ale oni chcieli więcej i więcej. Nagrał wszystko i doniósł na nich na policję. Musiał uciekać. Ja bardzo go kochałam  i dlatego uciekłam razem z nim. Najpierw pojechaliśmy do Monachium, później do Berlina, a później już przypadkowe loty. Zaczęliśmy pracować w Kanadzie, byle tylko spłacić tych gnojków.
-Jak to przecież byli w więzieniu?
-To była szeroka grupa. Dopiero dwa lata temu spłacił dług.
-Skąd wiesz? Przecież rozstaliście się cztery lata temu- powiedziałam zdziwiona
-Kontaktujemy się.
-Okłamałaś mnie. Doskonale wiesz, gdzie Adrian jest. Miałaś z nim kontakt,a mnie oszukałaś.
-Zerwałam go dwa lata temu. Myślałam,że na prawdę coś wiesz. Pomyślałam,że skoro spłacił dług to wróci do kraju.
-Jak widać nie wrócił.
-Mam list dla ciebie od niego. Dał mi go w dniu naszego rozstania. Nie oceniaj go źle. Zrobił to,żeby ciebie chronić.
-Myślę,że powinnaś już iść-powiedziałam
-Jasne. Trzymaj się-odpowiedziała Sylwia i wyszła zostawiając kopertę z listem na szafce. Po długich rozmyślaniach zdecydowałam się otworzyć. Rozwinęłam kartkę i zaczęłam czytać:


                                                           Kochana siostrzyczko!!! 
Piszę ten list,aby opowiedzieć ci dlaczego uciekłem i cię zostawiłem. Pewnie myślisz,że przestraszyłem się odpowiedzialności za ciebie. Fakt pewnie bym się bał,ale w życiu człowieka bywają takie chwile,kiedy musi schować dumę do kieszenie. Byłem hazardzista i zaciągnąłem długi u mafii.  Śmierć naszych rodziców nie była przypadkiem.  To oni przecięli przewody hamulcowe.  Wiesz, co w tym wszystkim jest najlepsze? To,że nie pojechałaś wtedy z nimi. Bardzo ci za to dziękuję. Wracając do sedna. Dwa dni po śmierci dostałem twoje zdjęcie z podpisem: Zależy ci na niej? Na jutro pięć tysięcy. Wybrałem pieniądze z konta taty i im zaniosłem, jednak chcieli więcej. Nie mogłem pozwolić na to, aby coś ci zrobili. Zawarłem pakt,że co miesiąc będę przysyłał im po 5 tysięcy,aby Ciebie ochronić. Wyjechałem razem z Sylwią. Najpierw do Monachium, później Berlin, Barcelona i tak zostało mi już niewiele do spłaty. Mam nadzieje,że kiedyś przeczytasz ten list i to zrozumiesz. Nie liczę na to,że mi wybaczysz, bo ja sam sobie nie potrafię wybaczyć. Przepraszam za wszystko.
KOCHAM CIĘ!!! 
Twój brat marnotrawny Adrian 


Mała informacja dotycząca rozdziałów na blogach!!!
Ewelina i Mariusz - weekend  
Majka i Andi- wtorki 

piątek, 30 czerwca 2017

#4

Święta, święta i po świętach. Jedyne co mi zostało to dodatkowy kilogram. Ale powiem,że warto było. Jedyną rzeczą,która mnie zdziwiła to fakt,że Stempel nie był na mnie wściekły. Albo stracił rozum,albo stało się, coś strasznego.
-Dobra gadaj mi, co się dzieje?-powiedziałam,kiedy po raz setny tego dnia mnie pochwalił
-Dlaczego ma się coś dziać?-zapytał wyraźnie   zdziwiony.
-Stempel znam cię od 15 lat więc nie ściemniaj mi dobra?
-Jakie 15?
-Przypominam,że kumplowałeś się z moim bratem od gimnazjum,więc gadaj!-powiedziałam zdecydowanym tonem
-Nic się nie dzieje serio.
-Stempel pochwaliłeś mnie chyba ze sto razy, to jak?
-Dobra wygrałaś. Wczoraj widziałem Sylwię-odpowiedział,a moje serce na chwilę zamarło. Sylwia Chowańska dziewczyna mojego brata. Zniknęła tak samo, jak on. Podejrzewam,że wyjechała razem z nim. Skoro tak było, to dlaczego wróciła.
-Nie była sama. Widziałem ją z dziewczynką.  Na oko 3-4 lata.
- Żartujesz sobie ze mnie?
-Chciałbym,ale nie mogę. -powiedział i wyraźnie posmutniał
-Nadal ją kochasz?- tak oto tajemnica, dlaczego Stempel do tej por nikogo nie znalazł. Całym sercem kochał Sylwię. Od chwili,kiedy mój brat ich zapoznał. Zachował się, jednak jak przyjaciel i jej mu nie odbił.
-Majka, co ja mam robić?
-Jeśli tu wróciła to na pewno ma jakiś cel. Pytanie tylko jaki?
-Może szuka Adriana?-zapytał
-Może.-odpowiedziałam i wróciłam do ćwiczeń. Po dość wyczerpującym treningu nie marzyłam o niczym innym, tylko o gorącym prysznicu i jak najszybszym położeni się do łóżka. Jutro zaczynam pracę od 7, tak samo jak dzisiaj. Wchodząc do domu zastał mnie kompletna cisz,co mnie zdziwiło. Ciocia, z tego,co wiem miała mieć wolne i razem z wujkiem mieli coś tam porządkować. Zazwyczaj robili przy tym nie mało hałasu.  Zdjęłam moje buty, kurtkę powiesiłam na wieszaku.
-Co tu tak cicho?- powiedziałam wchodząc do salonu. Mój wzrok momentalnie  zatrzymał się na Sylwii. Niezbyt zmieniła się przez te kilka lat. Po chwili mój wzrok przeniósł się na małą dziewczynkę,która bawiła się na dywanie. Jej wzrok utknął we mnie. Była kropla w kroplę podobna do Adriana. Ciemne włosy, nawet rysy twarzy. Jedynie oczy miała zielone- po Sylwii.
-Cześć Maja- powiedziała Sylwia po dość długiej ciszy.
-Cześć-powiedziałam w niemałym szoku.
-To my was zostawimy. Tutaj Maju zrobiliśmy cię herbatę. Marysia kochanie, chodź do cioci pójdziemy pomalować.-powiedziała ciocia  Małgosia. Marysia- córka Sylwii i Adrian najwidoczniej.
Pomiędzy mną,a Sylwią panowała dosyć nieprzyjemna cisza. Nie ukrywajmy atmosfera była napięta,jak guma od gaci.
-Co tutaj robisz?-zapytałam,aby przerwać ciszę.
-Nie wiem,jak mam ci to powiedzieć. Potrzebuje twojej pomocy.
-Jeśli ta sprawa dotyczy Adriana nie mam najmniejszego zamiaru ci pomagać.
-Chciałabym się zapytać,czy masz kontakt ze swoim bratem?
-Ja nie mam brata.-odpowiedział gorzko.- Z resztą nie wiesz gdzie on jest? Z tego,co widziałam Marysia musi być jego córką- dodałam
-To prawda. Mania jest jego córką. Ma trzy latka.
-Sylwia, powiedz,czego ode mnie chcesz!-walnęłam prosto z mostu.
-Zniknęłam z życia Adriana trzy lata temu. Rozstaliśmy się. Nie wiedziałam wtedy,że jestem w ciąży. Przez trzy lata mieszkałam u mojej ciotki w Berlinie. Ale teraz muszę znaleźć Adriana.
-Przykro mi,ale ja ci nie pomogę. Wydaję mi się,że powinniście już iść.-powiedziałam i wstałam
-Marysia choruje na białaczkę i tylko przeszczep szpiku może ją uratować. Dlatego potrzebuję Adriana. Mania odziedziczyła po nim grupę krwi.
-BRh- -odpowiedziałyśmy równo.
-Zostało jej niewiele czasu. Majka błagam pomóż nam.
-Posłuchaj bardzo, bym chciała,ale nie wiem gdzie jest Adrian-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-A znasz może kogoś, z waszej rodziny, kto ma taką grupę?-zapytała pełna nadziei W tej chwili do pokoju przybiegła Marysia i podała mi kartkę.
-Plosze to dla ciebie-powiedział i wręczyła mi rysunek.  W moich oczach pojawiły się świeczki.
-Tak znam.zrobiłam krótką przerwę- To ja.- dodałam. Oczy Sylwii wyglądały jak 5 zł.
-Maja czyy....
-Muszę się zastanowić. Wiem,że zależy ci na czasie,więc postaram się dać ci odpowiedź jutro, najpóźniej w czwartek.-powiedziałam;
-Dziękuję skarbie-zwróciłam się do Marysi.
-To my już pójdziemy. Majka, nie zmieniłam numeru telefonu-powiedziała i razem z moją bratanicą wyszły.Zamknęłam za nimi drzwi. Wujek patrzył na mnie,a ciocia przytuliła.
-Wiem,że podejmiesz słuszną decyzję.-jedyne słowa, jakie mi powiedziała.
Czekała mnie ciężka noc. Jedna z najważniejszych decyzji w moim życiu.

Dwa dni później
Czekam na Sylwię w jednej z kawiarni na Krupówkach. Wydaję mi się,że podjęłam słuszną decyzję. Z resztą jedyna dobra decyzja, jaką mogłam podjąć. Po około 10 minutach dociera do kawiarni Chowańska.
-Cześć-mówię
-Hej -odpowiada dość niepewnie. -Jaka jest twoja decyzja?-pyta nieśmiało
-Sylwia to była najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Uwierz mi. Adrian zostawił mnie w najtrudniejszym momencie mojego życia. Potrzebowałam, go wtedy, jak cholera. A on mnie zostawił. Mam też żal do ciebie. Dlaczego, go nie próbowałaś przekonać do zostania.
-Czyli nie...-odparła smutna
-Czekaj, nie skończyłam. Zraniliście mnie i to cholernie,ale kiedy zobaczyłam Marysię i usłyszałam jej historię serce mi się krajało. Przecież nie może ona cierpieć przez wasze błędy. Boli i to cholernie,ale to teraz jest nieważne. Uratuje jej życie-powiedziałam. W oczach dziewczyny momentalnie pojawiły się łzy. -Powiedziałam już o tym w pracy. Dzwoń do lekarza i załatwiaj najbliższy termin.
-Będę twoją dłużniczką do końca życia.
-Zrobię to,ale pod jednym warunkiem. Po zabiegu powiesz mi dlaczego uciekliście- powiedziałam stanowczo
-Majka, ja..
-Nic mnie to nie obchodzi,że nie możesz mi powiedzieć. Ode mnie zależy życie twojej córki i do kurwy nędzy powiesz mi to. Tyle lat czekałam na to,żeby usłyszeć prawdę.
-Dobrze powiem ci-odparła
-Nie teraz.  Czekałam na to tyle to te kilkanaście dni wytrzymam. Zadzwoń do mnie,kiedy mam pojechać na badania. A i jeszcze jedno. Ta lampka na grobie rodziców to od was?
-Tak. Majka,a co uuu Stempla?-zapytała niepewnie.
-Pracuje w siłowni na Mickiewicza. Widział cię i mam do ciebie jedną prośbę. Odwiedź go w wolnej chwili. Potrzebuje tego. Do zobaczenia-powiedziałam i wyszłam. Mimo iż był koniec kwietnia pogoda zbytnio nas nie rozpieszczała. Było zimno, prawie bez przerwy wiało.  Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
-Halo-powiedziałam
-Cześć Maja tu Andreas-po drugiej stronie usłyszałam głos Wellingera.- Co u ciebie?-zapytał
-Dobrze-skłamałam
-A tak na serio?- kurde on też mnie rozgryzł?
-Chcesz słuchać tej, jakże ciekawej historii z mojego poplątanego życia?
-Lubie poplątanie i ciekawe historie-odpowiedział, a ja opowiedziałam mu wszystko,co leżało mi na sercu. Czułam,że mogę mu zaufać.
-Postąpiłaś bardzo dobrze. Dobro tej dziewczynki powinno być najważniejsze. Dziwi mnie tylko to, dlaczego nie chciałaś usłyszeć od razu dlaczego wyjechali
-Szczerze? Nie byłam na to gotowa. Dowiedzieć się po prawie  sześciu latach, dlaczego mój brat mnie zostawił. Bałam się usłyszeć prawdę. Od śmierci rodziców nie płakałam.
-Twoi rodzice nie żyją?-spytał zdziwiony
-To dłuższa opowieść. Masz dzisiaj wieczorem czas?-zapytałam
-Dla ciebie zawsze.
-To wejdź o 20 na Skype, tylko wyślij mi swoją nazwę oki?
-Jasne. Do usłyszenia. -powiedział i się rozłączył.


Witam was w ten (ponury u mnie) piątek Oddaję pod waszą ocenę czwórkę. Wiem, mało w niej Andiego,ale tak wyszło.
P.S: Pozdrawiam was już jako biol-chem :* :*
Zapraszam na mojego wakacyjnego bloga o Mariuszu Stępińskim.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

#3

                                                                                     "Nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić"
Po chwili w drzwiach staje kobieta,którą po raz pierwszy widzę na oczy.
-Dzień dobry. Maja tak? Możemy porozmawiać?-pyta.
-Tak oczywiście. Chodźmy może do kuchni-w środku coś czuję,że to będzie dziwna rozmowa
-Przepraszam,że nachodzę ciebie w święta,ale to sprawa wielkiej wagi. Nie wiem od czego zacząć.
-Może od tego jak się nazywasz.-mówię z sarkazmem, którego dziewczyna chyba nie wyczuwa.
-Ach tak Alexandra Meys- i w tej chwili wszystko staje się jasne. Dziewczyna, o której kiedyś wspominał mi Artur. Mają staż w tej samej kancelarii.
-Dobrze, wiesz, jak się nazywam. W jakim celu tu przychodzisz?- trzeba wyjść na kulturalną, chociaż w święta
-W sprawie Artura. Nie przyjechał na Wielkanoc..
-Doskonale wie, co to oznacza. Możesz mu powiedzieć,że to koniec.
-Tak,ale ja przyleciałam w innej sprawie. Ja i Artur od pewnego czasu jesteśmy razem.- normalnie, gdybym nie zjadła odrobiny śniadania to zbierałabym swój tyłek z podłogi.
-Mam współczuć, czy pogratulować?
-Jesteś zabawna naprawdę.
-Powiedz po co tu przyszłaś?
-Dobra powiem prosto z mostu. Jestem w ciąży i chciałbym cię prosić o to, abyś nie walczyła o Artura. Jesteśmy szczęśliwi i nie chcesz,żeby to szczęście zostało zburzone.
-Rozumiem. Nie będę zabierać dziecku ojca. Życzę szczęścia. W innych okolicznościach zaproponowałabym kawę lub herbatę,ale po pierwsze jesteś w ciąży,a po drugie jakby nie było jesteś kochanką mojego byłego już chłopaka,więc tak jakby się nie zaprzyjaźnimy. A teraz będę musiała cię wyprosić,gdyż chcę resztę świąt spędzić w miłej atmosferze. Do widzenia-powiedziałam i odprowadziłam dziewczynę do drzwi. Po wyjściu Alexandry usiałam z powrotem do stołu.
-Coś się stało? Kto to był?-zadała pytanie ciocia
-Wygląda na to,że mój związek z Arturem to przeszłość od jakiś 8 minut. A to była jego kochanka,a teraz już dziewczyna. Ciociu babka wyśmienita-mówię i kosztuję faktycznie fantastycznego wypieku. Miny wszystkich zgromadzonych są nie do opisania.
-A tak poza tym to wszystko z tobą w porządku?-pyta Kuba
-Tak, jak najbardziej. A teraz wybaczcie,ale idę się przejść na spacer.-mówię i odchodzę od stołu. Zakładam ciepłą kurtkę i buty. Wychodzę z domu w kierunku cmentarza. Po około 15 minutach jestem przy grobie moich rodziców. Jestem zdziwiona, gdyż na grobie jest lampki z napisem dla babci i dziadka. Może innych nie było? To musi być przypadek Kładę sztuczny bukiet kwiatów i zapalam znicz. Po krótkie modlitwie zdaję sprawozdanie z mojego życia.
-Hej. U mnie w miarę dobrze. Nadal mam pracę. Zostawił mnie chłopak i to w dość upokarzający sposób. Przekazała mi to jego kochanka? No nic Nie ważne. O tym opowiem,kiedy indziej,bo pogoda nas dzisiaj nie rozpieszcza. - przekraczając furtkę zadzwonił mój telefon.
-Halo?
-Hej tutaj Andreas Wellinger- odpowiada głos po drugiej stronie,a ja na chwile zawieszam się.
-Cześć. Coś się stało?
-W sumie to mam dwie sprawy. Pierwsza kiedy są urodziny Kamila? Bo podobno wszyscy się pogubili,a po drugie chciałbym życzyć ci wesołych świąt.
-Urodziny są 3 czerwca. Z tego,co się orientuje przylatujecie w czwartek rano, o ile Kuttin jest dobrze poinformowany, Dziękuję i wzajemnie. A jak tam na Filipinach?
-Ciepło i to bardzo-odpowiada skoczek
-Szczęściarz. U nas zimno,jak w zimę. Nawet śnieg jest.
-Jedzenie można na nartach spalić.-mówi skoczek i nie wiem od, jak dawna wybucham szczerym śmiechem.
-Tak zdecydowanie. Przepraszam,ale muszę już kończyć. Wyszłam na spacer i zapomniałam rękawiczek. Ręce mi normalnie odmarzają. Do usłyszenia
-Cześć-mówi skoczek, a ja się rozłączam. Po chwili jestem w domu.
-Maja może chcesz gorącej herbaty?-z kuchni wyłania się Asia
-Z przyjemnością.  Zimno jest.- po chwili otrzymuje kubek gorącej herbaty z nalewką z malinową.
-Wiesz że nie musisz być sama z tym rozstaniem- oho widać Asia dostała zaszczytu porozmawiania ze mną.
-Asia, ja wiedziałam,że kiedyś czy później to nastąpi.Nic mi nie jest. Teraz wybacz,ale idę złożyć życzenia Igorowi.-powiedziałam i udałam się do pokoju. Następnie wybrałam numer telefonu do przyjaciela.
-No witam witam. Jak po świątecznym śniadanku?-mówi na przywitanie Wawrzyk
-Powiedzmy,że dobrze, a co słychać na przedmieściach Zakopanego?
-Babcia nie może się doczekać,kiedy cię spotka-odpowiada,a ja mimowolnie się uśmiecham-Artur wrócił?
-Nie. Powiem, ci nawet więcej,że będzie miał dziecko.
-Majka , jesteś w ciąży?
-A,czy ja ci wyglądam na wiatropylną?
-No chyba nie. Czyli,co to koniec?
-Tak. Ale w sumie powiem ci,że nawet fajnie być singlem-mówię i wybuchamy śmiechem.
-Cieszę się. O której jutro przyjechać po ciebie?
-Obiad jest o 12 tak?-pytam
-Tak
-W takim razie 11:30 jestem gotowa.-odpowiadam
-Do jutra- mówi Igor i się rozłącza. Nie pozostaje mi nic innego tylko znaleźć sobie zajęcie do obiadu.  Książka? Odpada nie chce mi się przemęczać mózgu. Pozostało mi tylko włączyć telewizor. Też znacie to uczucie,kiedy są niby święta,ale tak naprawdę nic ciekawego nie leci?  Patrzyłam bezsensownie w program przyrodniczy. Jakaś pani mówiła coś właśnie o rozmnażaniu żab. Powoli moje powieki stawały się ciężkie. Mój odpływ do krainy Morfeusza przerwał Kuba,która wpadł oznajmiając,że obiad jest już gotowy. Powoli wstałam z łóżka i zeszłam do salonu. Ach ten zapach żuru wielkanocnego. Nie ma lepszego zapachu na świecie. Z dodatkiem jajka i chrzanu jest po prostu cudowny. I ludzie się dziwią,że po świętach waga idzie w górę. W skrócie: Stempel mnie zabije.


Ach te rodzinne obiady i państwa Wawrzyk. Sernik mamy Igora jest po prostu obłędny.
-Chcielibyśmy wam coś powiedzieć-mówi kuzynka Igora Jagoda- Bierzemy ślub i z tej okazji proszę oto zaproszenia.-mówi i wraz ze swoim narzeczonym rozdaje zaproszenia. Zerkam do zaproszenia Igora i widzę na nim zaproszenie z osobą towarzyszącą. Czyli można już szykować szpilki i sukienkę.
-To cudownie kochani. Gratuluję-mówi prababcia Igora- Igor, Maja,a wy kiedy zamierzacie wziąć ślub- ach tradycji musi stać się za dość. Widząc minę Igora ledwo powstrzymuje się,żeby nie wybuchnąć śmiechem.
-Babciu, mamy jeszcze czas- odpowiada Wawrzyk. Po chwili młodsza siostra Igora- Ola zaczyna się śmiać.
-Dziecko, to są poważne sprawy- karci prawnuczkę starsza pani.
-Kochani komu jeszcze kawy albo herbaty?-sytuacje ratuje pani Jola- mama Igora. Prawie wszyscy odpowiadają twierdząco. Jak przystało na "przyszłą synową" idę pomóc pani Joli. Kiedy jesteśmy w kuchni obydwie zaczynamy się śmiać.
-Maju przepraszam cię bardzo za babcię. Mam nadzieję,że się nie gniewasz?-pyta z nadzieją
-Proszę pani zdążyłam się przyzwyczaić.   Nie gniewam się. Za to przy okazji dziękuję za zaproszenie.
-Kochanie, daj spokój przez te praktycznie 9 lat zdążyłam się przyzwyczaić do twojej obecności. Nigdy ci tego nie mówiłam,ale traktuję cię jak córkę.-na te słowa świeczki stają w moich oczach
-Dziękuję. Było mi to potrzebne-mówię i przytulam panią Jolę.
-O widzę,że przyszła synowa i teściowa polepszają swoje relacje-mówi wchodząc do kuchni pan Darek- ojciec Igora.
-Lepiej z teściową niż z teściem-odpowiada pani Jola i po chwili zaczynamy się śmiać. Teraz wiem,że zdecydowanie to spotkanie było mi potrzebne.


Troszkę spóźniony,ale jest.  Jak się wam podoba?? 

                                      OGŁOSZENIE
Jak wiecie, wielkimi krokami zbliżają się wakacje i,co byście powiedzieli na nowe opowiadanie tym razem w połączeniu piłki nożnej, piłki ręcznej i w nieznacznym stopniu siatkówki??? Bohaterem byłby Mariusz Stępiński i piłkarka ręczna- siostra pewnej siatkarki. Piszcie w komentarzach :*

piątek, 2 czerwca 2017

#2

                                                                    


Znacie to uczucie,kiedy po krótkim urlopie musicie wrócić do pracy? Znam aż za dobrze.Mój budzik dzwoni kilka minut po godzinie 6. Leniwie podnoszę się z łózka i idę do łazienki. Mam ochotę krzyknąć, gdy widzę swoje odbicie w lustrze,ale powstrzymuje się z uwagi na dosyć wczesną porę. Po względnym ogarnięciu się schodzę na dół.  Zazwyczaj jem śniadanie i wypijam kubek mojej ukochanej gorzkiej kawy z mlekiem.  Dzisiaj było tak samo. Jajecznica na maśle do tego kromka razowego chleba i kubek kawy.  Po tak pożywnym śniadaniu można iść do pracy. Tym bardziej,że zostało mi około 15 minut do rozpoczęcia zmiany. W siadam do mojego srebrnego Opla Astry i po około 8 minutach jazdy parkuję na prawie pustym parkingu przed hotelem. W środku tygodnia nie mamy zbyt wielu gości. Gorzej jest w weekendy oraz w czasie ferii i wakacji. Po wejściu do recepcji witam się z Darią,która dzisiaj miała nocną zmianę. W sumie na cały etat jest czterech  recepcjonistów, dwóch na weekendy oraz mamy pod swoimi skrzydłami praktykantów. Dlatego rzadko mam zmianę w weekend. W sumie to w sobotę,ale to nawet dobrze. Cały dzień mogę poświęcić dla siebie. Przynajmniej zazwyczaj. Wchodzę do pokoju socjalnego  i przebieram się w mój strój. Jest to sukienka oraz  buty na obcasie. Rozumiecie 12 godzin na obcasie stój. No błagam, kto mi będzie płacił, za leczenie żylaków i kręgosłupa w przyszłości? Bo raczej za pensję recepcjonistki mi nie wystarczy. Dobrze,że wynajmuję te salony matki i gabinet stomatologiczny ojca. Dodatkowy tysiak zawsze się przyda. Równo o 7 zajmuje swoje miejsce. Z około trzy-minutowym spóźnieniem do recepcji wpada Olaf.
-Coś pan chyba zaspał. Żona nie wypuściła z domu?-pytam z sarkazmem
-Nie. Córka z grypa żołądkową.
-Widzę na ostro.-mówię i oboje wybuchamy śmiechem
-Daj spokój to szerzy się szybciej niż kac po 1 maja-odpowiada i zalewa nas kolejna salwa śmiechu. Po 12 godzinach pracy wróciłam do domu. Około 19:10 byłam w domu. Poszłam do pokoju, przebrałam się i zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam w salonie wyciągając nogi na fotel. Książka, herbata i nic więcej mi nie potrzeba. Chociaż w sumie mogłoby być coś słodkiego,ale postanowienie to postanowienie. Jeszcze tylko 2 tygodnie z kawałkiem  i nareszcie zjem sernik. Moje marzenia o ukochanym cieście przerywa telefon.
-Halo?-mówię
-Majka, słońce, jak ja dawno cię nie słyszałem- wita mnie Igor
-Fakt dwa dni to naprawdę kawał czasu.-ach ten mój sarkazm
-Ty wiesz,co się mogło stać?
-Znalazłeś sobie dziewczynę?!-mówię i wybucham śmiechem
-Nie,ale spokojnie kiedyś to nastąpi.
-Mam nadzieję. Wiesz, twoja prababcia, jest bardzo miła,ale nie wiem,czy wytrzymam kolejne pytania o ślub-odpowiadam i obydwoje śmiejemy się do rozpuku łez. Prababcia Igora jest w podeszłym wieku i choruje na Alzheimera. Nadal wydaje jej się,że ja i Wawrzyk jesteśmy parą. Ta stare,dobre czasy. Chociaż nie wiem,czy dla naszych sąsiadów.
-Właśnie propo babci. Zapraszam cię na tradycyjny obiad w Poniedziałek Wielkanocny.
-A będzie sernik twojej mamy?
-Pytasz się górala czy śliwowicę pije. Pewnie. Specjalnie dla ciebie. A w ogóle co u ciebie? Jak z Arturem?
-Dobrze, nie narzekam-mówię
-To wersję oficjalną mamy za sobą,a nieoficjalna jaka jest?-Igor zna mnie,jak nikt inny. Podejrzewam,że ja sama siebie tak nie znam.
 -Do dupy. Próbował do mnie się dodzwonić,ale nie odbieram.Czuję,że to nie ma powoli sensu. On tam, ja tu. Nie mam zielonego pojęcia,co robić.
-Powiedz mi,co planujesz,a ja powiem ci mój pomysł.-mówi
-Dobra, no to pomyślałam sobie,że odbiorę jutro i dam mu ultimatum albo wraca  do Świąt, albo może sobie tam zostać do końca świata i o jeden dzień dłużej i to koniec.
-Wiesz,co ci powiem?-zadaje mi pytanie
-Pomyślałeś o tym samym?
-Dokładnie kochanie. To dzwoń do niego i mu to mów.
-Teraz? Już?
-Tak. Paa życzę powodzenia-mówi i się rozłącza.  Ta to jest przyjaciel. Chociaż w sumie ma rację powinnam porozmawiać z Arturem od razu.  Po kilku sygnałach odbiera.
-Majka, nareszcie bałem się,że coś ci się stało?-ta yhm a w Zakopcu teraz jest 30 stopni.
-Posłuchaj mnie uważnie,ale to bardzo uważnie,bo dwa razy powtarzać nie będę. Daję ci czas do Świąt. Masz pozamykać wszystkie sprawy i wracać do Polski. Jeśli we wtorek 18 kwietnia nie będzie cię w Zakopanem dla mnie sprawa jest jasna. Życzę miłej pracy. Cześć.-mówię i się rozłączam.
Idę do swojego pokoju i ubieram piżamy. Ten dzień był zdecydowanie zbyt męczący. Wchodzę jeszcze na Insta. Otwieram powiadomienia i widzę,że Wellinger zaczął mnie obserwować. Mimowolnie na moje usta wkrada się uśmiech. Może,jednak ten świat nie jest aż wcale taki zły? Zobaczymy. Zmęczona tym wszystkim postanowiłam udać się do swojego łóżka. Założyłam piżamy i z różnymi myślami kotłującymi się w mojej głowie zasnęłam.

14 kwietnia 2017 rok
Ledwo skończył się sezon,a w domu już panuje bałagan. Zgrupowanie kadry na Wyspach Kanaryjskich. Taa oni grzeją tyłki,a nam odmarzają. Na serio już cieplej to było na Boże Narodzenie. W sumie wyjdzie na to samo tak,czy siak będę musiała założyć kozaki do kościoła. W końcu obecność w asyście parafialnej do czegoś zobowiązuje. W sumie to mnie w to wkopali,ale mniejsza. Dziś Wielki Piątek, zień śmierci Pana Jezusa. Oczywiście,jak większość Polaków zachowujemy post. Ale jest jeden pozytyw już za dwa dni zjem wreszcie sernik. Tym czasem,jak w tradycyjnym polskim domu sprzątanie,na przemian z przygotowywaniem różnych potraw i ciast. Chociaż muszę wam przyznać,że nawet Kuba przyłożył się do świątecznych porządków i grzecznie pucuje płytki w łazience. Nasze rodzinne porządki przerywa dzwonek do drzwi. Jako,że mam najbliżej idę otworzyć. W drzwiach stoi kurier.
-Dzień dobry! Pani Maja Gajewska?-pyta chłopak na oko 25 lat
-Tak, to ja.
-Proszę podpisać, to paczka dla pani-mówi. Wykonuje moją "piękną" parafkę i ze zdziwieniem zabieram średniej wielkości paczkę do domu. Otwieram w kuchni i widzę wszystkie rodzaje Milki. Na samym dnie jest karteczka,która wyjmuję. Na kartce pisze:
Jeszcze raz przepraszam za Planicę. Powinienem uważać z tymi nartami. Od Dawida,wiem,że kochasz słodycze,więc to w ramach przeprosin. Wesołych Świąt!!
P.S Na odwrocie masz mój numer,gdybyś kiedyś chciała zadzwonić.
P.S2 Nie wiem,czy ktoś do ciebie zgłosił,ale przyjeżdżamy na urodziny Kamila.
                                                                              Andreas W. 
Nie to są jaja. I to w dodatku wielkanocne. Ale patrząc na Milkę Oreo coraz bardziej uświadamiam sobie,że kończy się Wielki Post,a co to oznacza? Słodycze.  Jeszcze tylko dwa dni.


No ludzie błagam was,kto wymyślił,żeby rezurekcja była o 6 rano. Nie dość,że cimno, zimno to do domu daleko. Ale z tym zimnem to na serio. W Zakopanem piękny śnieżek. Normanie swoje najlepsze kozaki musiałam wyjąć. Przecież trzeba się jakoś pokazać. Wielkanoc, dla katolików najważniejsze święto. Święto Zmartwychwstania Pańskiego. Dla mnie jest to ostateczny termin powrotu Artura. Szczerze? Boje się, czy wróci. Mówią,że jak kocha to wróci. Pytanie jest tylko takie,czy ja naprawdę tego chcę? Chcę,żeby wrócił? Czy jestem na to gotowa? Na te wszystkie pytania nie znam odpowiedzi. Po około 1,5 godziny trwania mszy jesteśmy w cieplutkim domku, gdzie Asia z Otylką przygotowały śniadanie. Szybko idę na górę i przebieram się w jakieś bardziej świąteczne ubrania.(czytaj sukienka). Do tego klasycznie białe trampki. Przy stole oczywiście najpierw krótka modlitwa, później  zaczynamy śniadanko. Nagłą ciszę przerywa dzwonek do drzwi. Wujek, jak na pana domu przystało idzie otworzyć. Po chwili w drzwiach staje.......


Kochani moi. Dawno mnie tu nie było,ale mój komputer mnie zawiódł. Jak to mówią złośliwość rzeczy martwych. Mam nadzieję,że mi wybaczycie. Całuje i do następnego :* :* .

sobota, 22 kwietnia 2017

#1

                                      Planica Planica snežna kraljica.Le kdo je ne pozna lepoto iz snega.



-No chyba cię Maciek popieprzyło! I to zdrowo!!!-mówię kiedy mój kochany kuzyn wchodzi do mojego pokoju o 6:30 i oznajmi mi, że jadę razem z tymi latającymi pajacami do Planicy. Taa już to widzę, jak ta stara jędza… To znaczy kierowniczka daje mi urlop na cztery dni. Prędzej mi kaktus na tyłku wyrośnie albo Stempel się ożeni.
-Majusia  jedziesz z nami. Pani Irenka się zgodziła. Nie miała z tym najmniejszego problemu.
-Coś ty jej zrobił?- zapytałam zdziwiona. Już wam wyjaśniam. Pani Irena Mrozińska jest kierowniczką całego hotelu. Powinna już dawno przejść na emeryturę, ale trzyma się tego stołka i nic nie jest w stanie jej ruszyć. Nawet halny.
-Urok osobisty kochana.
-Phi. Poza tym nie jestem spakowana.
-Jak byłaś w pracy to cie spakowałem. Mam nadzieję,że nic nie zapomniałem. A teraz kurczaczku ubieraj się, bo o 8 wyjeżdżamy.
-Tylko nie kurczaczku- krzyczę i idę wziąć prysznic. Po gorącym prysznicu ubrałam się, zeszłam na dół i zjadłam pożywne śniadanie, czyli płatki z mlekiem. Wapń to w końcu podstawa.mocnych kości, jak mówi reklama pewnych jogurtów dla dzieci.  Do bagażu podręcznego wrzuciłam słuchawki, ładowarkę i okulary przeciwsłoneczne. Chociaż na słońce zbytnio nie liczę. W 2014 już byłam na zakończeniu sezonu i miało być cudownie. Ta było. Wystarczyło,że wysiadłam z samochodu, a zaczął padać deszcz. Mam nadzieję,że tym razem będzie inaczej, chociaż nadzieja matką głupich,a każda matka kocha swoje dziecko. No chyba,że robi je w konia. Dla pewności,że nic mi się nie stanie wzięłam moją cieplutką, zimową puchówkę. Na dodatek fioletową,a tam szaleje, jak Sławek Peszko po setce. Przed godziną 8 jesteśmy po Wielką Krokwią, spod której mamy wyruszyć.
-Majka, słońce ty moje, jak ja cię dawno nie widziałem. Całe wieki- ruszył w moją stronę Dziubuś... to znaczy Dawid Kubacki.
-Ta, ja też-mam nadzieję,że czujecie ten sarkazm.
-A co ty taka, jakaś nieswoja. Ktoś ci zabrał słodycze?-zapytał Dejwiś. Nie wiem,czy wspominałam,ale jestem uzależniona od czterech rzeczy: słodyczy, siatkówki, Instagrama i jeszcze raz słodyczy.
-Żebyś wiedział. Jeszcze przez ponad trzy tygodnie nie będę jadła słodyczy. Wiesz postanowienie wielkopostne.
-Boże!!!! Świat stanął na głowie. Majka nie je słodyczy.-powiedział Kubacki i złapał się za serce. Przewróciłam tylko oczami i udałam się do jednego z busy,którym mamy jechać. Rozumiecie to około 10 godzin jazdy z tymi debilami. Przecież to się w pale nie mieści. Jak to wytrzymam, to mogą mnie ogłosić świętą.

10 godzin później
Nareszcie wolność. To znaczy uwolnienie się od tej popieprzonej bandy. Jedyny normalny to chyba trener i Kamil, chociaż z tym Mistrzuniem to nigdy nic nie wiadomo.  Biorę swoją torbę i już chce opuścić to doborowe towarzystwo,kiedy Skrobotowi przypomniało się,że pomimo mojego dziwnego zachowania też jestem kobietą i bierze moją walizkę. Patrzcie, jaki kulturalny mężczyzna. Później poleciał do swojej piękniejszej połówki, czyli Agnieszki z którą to dzieliłam pokój. Po odebraniu kluczy z recepcji. Panowie z naszymi walizkami wjechali pierwsi,a później my. Razem  z Agnieszką Skrobot udałam się do naszego pokoju. Zmęczona opadłam na łóżko i oddałam się chwili relaksu. Dopóki nie zadzwonił mój telefon. Konkretnie Artur- mój chłopak.Chyba mój chłopak.
-Hej kochanie. Przepraszam,że przez dwa tygodnie się nie odzywałem,ale miałem dużo spraw na głowie. Wiesz,że ta wymiana jest wyczerpująca-powiedział. Artur studiuje prawo i od stycznia przebywa w Stanach.  Przez ten jego wyjazd jeszcze bardziej oddaliliśmy się do siebie.
-Rozumiem. Co u ciebie?-zapytałam
-Wszystko w porządku. Prezes mnie chwali, mówi,że jestem wybitny i na pewno będę świetnym adwokatem. Życie w Chicago jest fantastyczne mnóstwo Polaków, i te widoki. Wiesz kochanie przepraszam,ale muszę kończyć
-Poczekaj!!! Kiedy przyjedziesz, bo bardzo tęsknię
-Nie wiem.
-Jak to? Mam nadzieję,że przylecisz na święta?
-Raczej nie dam rady.Przepraszam-powiedział i chciał się rozłączyć,ale mu przerwałam
-Żartujesz chyba sobie ze mnie. To ja tu czekam tylko na Wielkanoc, bo liczę,że wrócisz i wreszcie spędzimy trochę czasu razem,a ty mi mówisz,że nie przylecisz. , bo jakaś tam kancelaria jest ważniejsza ode mnie?
-Maja porozmawiamy później. Cześć-powiedział i się rozłączył. Nie wytrzymałam i uderzyłam pięścią w parapet. Założyłam kurtkę i postanowiłam się przejść. W drzwiach minęłam zdziwioną Agnieszkę i szybko skierowałam się w stronę windy.Wyszłam przed hotel i usiadłam na pobliskiej ławce. Od pewnego czasu coraz częściej zastanawiam się, czy mój związek z Arturem ma jakikolwiek sens. On tam, ja w Zakopanem. W pewnym momencie przez ułamek sekundy w mojej głowie pojawiła się myśl, żeby to wszystko zakończyć, jednak tak szybko, jak się pojawiła, tak szybko ją odgoniłam. Po ochłonięciu udałam się do hotelu , napiłam herbaty i poszłam spać. Chciałam,aby ten dzień skończył się jak najszybciej.

Następnego dnia od rana były treningi, następnie kwalifikacje,a później w hotelu miał odbyć się  turniej w FIFĘ pomiędzy reprezentacjami. Ja, jako dość dobry gracz zostałam automatycznie wytypowana. Miałam zastąpić Kubackiego, któremu się nie chciało, chociaż ja twierdzę,że po prostu bał się przegrać. Tak, czy siusiak( ach to The Voice of Poland z Nergalem). ja mam w tym wystąpić. Od samego rana próbował się do mnie dodzwonić Artur,jednak byłam konsekwentna i zostawiłam komórkę w hotelu. Będę miała 100 nieodebranych połączeń,ale niech wie,że nie mam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Wkurzył mnie na maksa,a ten foch tak łatwo mi nie przejdzie. Idę właśnie w stronę domku Polaków,kiedy czuję silne uderzenie w tył głowy. Tak bardzo znajome uderzenie, jakby nartami. raz w  Wiśle od Wiewióra oberwałam tymi deskami. Nawet sernik od jego teściowej nie poprawił mi humoru wtedy. Zanim zdążyłam upaść, czuję, jak łapią mnie czyjeś ręce, a następnie do moich nozdrzy docierają mocne perfumy. Chyba od Armaniego. Wiem, bo kiedyś kupiłam podobne Igorowi na urodziny. Oczywiście podróbki,ale liczy się gest nie?
-Nic ci nie jet?-pyta mnie anioł, który nie pozwolił, aby mój szanowny  tyłek spotkał się ze śniegiem. Anioł w fioletowej czapce z daszkiem z napisem Milka
-Nie, chyba nie. Aczkolwiek umarłam czy jestem w niebie? Bo nie wiedziałam,że takie piękne oczy chodzą po tym świecie-mówię, a na policzki chłopak wpływa delikatny rumieniec. Boże Majka, co ty pierdzielisz.
-Z tego, co wiem to aniołem nie jestem, a takie oczy rodzą się w Niemczech- mówi mój wybawca i powoli stawia mnie na ziemi.
-Wybacz,za to o tych oczach,ale chyba musiałeś mi porządnie przywalić tymi nartami. Tak w ogóle jestem Maja- wyciągam dłoń w stronę chłopaka.
-Andreas-odpowiada mi i delikatnie ujmuje moją dłoń, po czym składa na niej pocałunek. O kurze,ale gentleman.
-Majak, a ty co Wellingera podrywasz?-mówi z daleka Kubacki, a ja mam ochotę go zabić.
-Yyy nie?-stwierdzam i przepraszam mojego oprawcę i idę razem z Dziubusiem do domku. Tam na przywitaniu Maniek drze na mnie facjatę,że nie odbieram telefonów. No ludzie, ja rozumiem,że może jestem od niego uzależniona,ale bez przesady.  Czasami,czyli raz na ruski rok mogę go zapomnieć. Co prawda celowo,ale cii. Po kwalifikacjach udaliśmy się do hotelu. Tam, ja Piter i Maciek przygotowywaliśmy się mentalnie do turnieju. Właściwie to Piter i Maniek, bo ja zajęta byłam czytaniem książki. Konkretnie była to autobiografia Giby.
-Dobra idziemy.-powiedział Piter i wszyscy, jak jeden mąż wyszliśmy.  Po trzech rundach na placu boju zostałam tylko ja. W półfinale skromnie, bo jeden do zera ograłam Michaela Hayboecka. Austriak grał oczywiście Barceloną.  Ja,żeby dać mu szansę wybrałam Legię. Zgadnijcie kto strzelił decydującego gola? Nie kto inny tylko Michał Pazdan.  Drugiego półfinału nie ogladałam,bo musiałam udać się tam, gdzie król chodzi piechotą.
-Majka błagam cię, wybierz jakiś inny zespół niż Legia, bo grasz z mocnym przeciwnikiem.-błagał mnie Maniek
-A z kim?-zapytałam,ale za nim zdążyłam otrzymać odpowiedź Piter posadził mnie obok Wellingera. Łejt. Najn, najn i jeszcze raz najn. To są jaja. I to jak cholera.
-Mam nadzieję,że już z głową wszystko w porządku-dodał z bajerującym uśmiechem
-Ta-odpowiedziałam zmieszana i sięgnęłam po pada.  Niemiec wybrał nic innego, tylko Bayern. Pozostało mi się ujawnić i postanowiłam na mój ukochany klub. Borussia Dortmund. Cóż widać mam słabość do żółto-czarnych barw. Tak, przyznaję się, jestem ogromną fanką PGE Skry Bełchatów. Szczególnie takiego jednego Serba.  Dobra, pora na skład wyjściowe. Wybrałam optymalną i jednocześnie najsilniejszą jedenastkę i rozpoczął się mecz.  Rozpoczynał Andreas,ale po chwili Marco Reus odebrał piłkę Robbenowi i ruszył w kierunku bramki Neuera. Właściwie to ja ruszyłam,ale mniejsza. Piękne podanie do Auby i 1:0 dla mnie. Bang, tak się gra. Kątem oka widziałam,że Wellinger nie mógł wyjść z podziwu. Szybko jednak się otrząsnął i próbował wyrównać. Po jednej niebezpiecznej sytuacji pod moją bramką piłkę wybił Piszczu. Podał do Goetze, ten założył siatkę Boatengowi i podał do Reusa, który strzelił w samo okienko. I tak oto wygrałam z panem Wellingerem.
-Wow. - tylko tyle zdołał z siebie wydusić Niemiec.
-Majka, ja cie kocham normalnie.-powiedział Wiewiór i porwał mnie w ramiona, następnie okręcił w okół własnej osi.
-Dobra, dobra. Bez przesady-powiedziałam i wróciłam do zszokowanego Andreasa.
-Powiem ci dziewczyno,że grasz zarąbiście-powiedział Eisenbichler
-Dziękuję. A czy teraz mógłby ktoś sprawdzić, czy mają tu jakiś kanał sportowy, bo Resovia gra z Modeną.-powiedziałam
-Majka,ale ty kochasz Skrę?! To będziesz Resovię oglądała?-spytał Maniek
-No i? To,ze lubię Skrę nie znaczy,że  nie chce pooglądać dobrej siatkówki-mówię i włączam telewizor w celu znalezienia wspomnianego meczu. Po znalezieniu usiadłam wygodnie na kanapie i oglądałam mecz.
-Będziecie, tak stać, jak pomniki na cokole,czy usiądziecie. -powiedziałam. A, jak się mecz skończył wszyscy wiemy.

Sobota 25 marca.
Mamo, jak tu gorąco. Po jakiego grzyba założyłam te botki. Trzeba było założyć Air-Maxy i by było dobrze. Za to pogoda jest piękna.
-Kurde-mówię,kiedy widzę odległość Stefana Krafta. Co on się tak uparł na te ćwierć kilometra. No ja nie   wiem, chłopak ma jakąś manie długości, czy co.  Ściskam mocno kciuki, gdy na belce siada Mistrzunio. Jezu z Maria on chce,żebym na zawał zeszła? On ocipiał, zwariował do reszty. No ja się pytam, czy on jest normalny skakać 251,5 metra. Zabić się chce, czy jak? Po zakończeniu drugiej serii konkursu drużynowego jedno jest pewne. Mamy Puchar Narodów. Po raz pierwszy w historii. Czuję, jak w kieszeni moich spodni wibruje telefon. Wyjmuję urządzenie i widzę MMS-a, którego wysłał Kuba. Było tam zdjęcie Otylki z dopiskiem Tak, kibicuje wujkom. Pokazałam zdjęcie dziewczynom i wszystkie się rozczuliłyśmy. PO dekoracji podeszli do nas chłopcy. Wszyscy składali gratulacje Kamilowi.
-A ty nie gratulujesz?-zapytał Mistrzunio
-Czyś ty zwariował? Szorowałeś tyłkiem zeskok aż miło- powiedziałam i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Następnie odbywała się wielka fiesta.  Różne specjały ze wszystkich krajów. Mój Boże, jak Stempel zobaczy moją wagę, to mnie chyba zamorduje.
-Drogie panie, może piwko?-zaproponował Markus mnie i Ewie
-W sumie czemu nie?-odpowiedziałam. W końcu muszę wypełnić moją misję dyplomatyczną. Bo wy nie wiecie. W tym roku Rakieta obchodzi 30 urodziny i robimy bal niespodziankę. Cała skokowa rodzinka ma się zjechać do Zakopca. Skoczkowie już o wszystkim wiedzą, pozostało tylko przekonanie trenerów. Jest to bardzo odpowiedzialne zadanie, więc powierzono je mi. Biorę łyk piwa i podchodzę do Wernera Schustera, Heinza Kuttina i pozostałych trenerów, którzy jedzą, a właściwie wpieprzają oscypki.
-Witam trenerów-mówię z szerokim uśmiechem- Zostałam wysłana z misją. Jak panowie wiedzą, bądź i nie w maju nasz Kamil ma urodziny-oglądam się,czy aby Mistrzunia nie ma nigdzie w pobliżu i kontynuuję.- Chcemy zorganizować przyjęcie niespodziankę,a wiele zależy od trenerów. W imieniu całej polskiej ekipy proszę o pozytywne rozpatrzenie prośby. Oczywiście proszę czuć się zaproszonym.
-Dobrze, a co z noclegiem?-pyta Kuttin
-Ja wszystko załatwię. Pracuję w hotelu Tatry, w tym, co zatrzymujecie się na czas zawodów w Zakopanem. Nie będzie problemu z rezerwacją. Tutaj są moje dane kontaktowe-mówię i wyciągam karteczkę z moim numerem telefonu i nazwiskiem-Proszę w ciągu trzech tygodni się zastanowić i dać mi odpowiedź. Życzę miłego końca sezonu. Odchodząc słyszę tylko Będziemy i udaję się po resztę piwa. 

Mamy pierwszy rozdział.  Jak się wam podoba?  Wasze kciuki ogromnie mi pomogły i wbrew pierwszej myśli zaraz po wyjściu z przyrodniczych nie zawaliłam egzaminów. Poszły mi nawet lepiej niż się spodziewałam. Dziękuję <3 <3

wtorek, 18 kwietnia 2017

Prolog



Nazywam się Maja Gajewska , mam niecałe 22 lata. Urodziłam się Zakopanem, ale od 5 roku życia mieszkaliśmy w Zębie. Jako nastolatka wiele przeszłam. Najpierw brak akceptacji rodziców z powodu wyboru mojej szkoły średniej. Zawsze marzyli żebym poszła na studia.( W sumie to po części to marzenie się spełniło. Studiuję zaocznie hotelarstwo i gastronomię. Jestem na drugim roku.)  Najlepiej na medycynę, jednak mnie to w ogóle nie kręciło. Od zawsze  kochałam kontakt z ludźmi.  Zna mnie cały Ząb i pół Zakopanego.( Może też dlatego, że moja mama prowadziła salon fryzjerski właśnie z Zębie i Zakopanem. Tata był stomatologiem. Miałam również starszego o 7 lat brata Adriana.) Wracając do szkoły średniej. Wybrałam technikum hotelarskie. Po części dla kontaktu z ludźmi, a z drugiej strony zawaliłam trochę egzamin gimnazjalny. Mniejsza, rodzice od początku chcieli mnie za to wydziedziczyć. Wtedy do akcji wkroczyła mój babcia Alicja. Pewnie wam nie powiedziałam moja mama Maria Gajewska z domu Kot była siostrą Rafała Kota. Co z tego wynika jestem kuzynką Maćka i Kuby. Pewnie zastanawiacie się  dlaczego o moich rodzicach i bracie mówię w czasie przeszłym. Otóż 27 maja  2011 roku w tragicznym wypadku na Zakopiance zginęła moja najbliższa rodzina. Mama, tata i. Zostałam sama. Zupełnie sama. Wujek Rafał i ciocia Gosia zostali moją rodziną zastępczą. Kuba i Maciek od zawsze traktowali mnie jak młodszą siostrę.  Ja pieszczotliwie nazywam ich braciszkami. Skończyłam technikum z wyróżnieniem. Pracuję jako recepcjonistka w hotelu Rysy w Zakopanem.  Wracając do tego wypadku. Tego dnia ostro pokłóciłam się z rodzicami. Chodziło  właśnie o to, że złożyłam podanie do technikum.  Jechali akurat do Krakowa. Do Adriana. Ich ukochanego synka.  Ukochanego, bo tak jak ojciec poszedł na stomatologię. Duma rodziny psia krew .Taki kochany synek, a nawet na pogrzebie się nie pojawił. Podobno w szpitalu leżał. Krótko po pogrzebie dostałam list, w którym wyjaśnił, że się wyprowadza za granicę. Nie napisał nawet gdzie. Tak oto skończył się kontakt z moim bratem. Po pogrzebie nie chodziłam do szkoły. Miałam depresję. Dzięki Kubie, Maćkowi i wujkowi znam całą kadrę.  Kiedy mają wolne i po sezonie długo się nie widzą(czytaj gdzieś około3-4 dni) wpadają do domu Kotów. To może opisze jeszcze siebie.).  Mam dwa tatuaże. Co do charakteru: sarkazm, to moje drugie imię. Wredna czasami pyskata z dużym poczuciem dystansu do siebie i świata.
Mam najlepszego przyjaciela- Igora. Znamy się od podstawówki. W gimnazjum byliśmy parą przez trzy dni. Stwierdziliśmy,że tak jakoś dziwnie i rozstaliśmy się w pokoju z wyznaniem miłości, ale jako rodzeństwo. Chodzę na siłownię. Ba mam nawet własnego trenera- Stempla – były przyjaciel mojego brata. Stempel to wieczny singiel. To chyba tyle. Teraz zapraszam was na moją historię z pewnym skoczkiem z  Niemiec



Witam was na nowym blogu.. Miał być w weekend,ale jest szybciej. Od razu uprzedzam czasami będą zdarzały się przekleństwa. Blog będzie pisany z dawką sarkazmu i po nowoczesnemu, czyli moim, mam nadzieję prostym językiem. Do pierwszego rozdziału!