Music

piątek, 20 października 2017

ZAWIESZENIE

Z powodu nadmiaru obowiązków, i przede wszystkim braku pomysłu na dalsze prowadzenie historii Andiego i Majki z bólem serca postanowiłam zawiesić tego bloga. Myślałam nad tą decyzją długo,ale chwilowo chyba się" wypaliłam". Nie chcę wciskać wam czegoś,co jest wymuszone i robione na siłę. Chcę chwilę odpocząć i kto wie,może wrócę do tej historii.  Ale oczywiście mam już odległe plany na innego bloga,ale na razie potrzebuję czasu. Mam nadzieję,że mi wybaczycie i oczywiście będę wpadać na wasze blogi :*. <3  POZDRAWIAM i miejmy nadzieję,że kiedyś wrócę do blogowego świata z nowymi pomysłami.

sobota, 16 września 2017

#12

Obudziłam się wtulona w Andreasa. Bardzo ostrożnie tak,żeby go nie obudzić wyswobodziłam się z jego objęć. Założyłam jego T-shirt leżący na ziemi i udałam się do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam jajka oraz mleko. Postawiłam,że zrobię naleśniki. Oczywiście postawiłam na wersje bardziej dietetyczną i zamiast zwykłej mąki użyłam ryżowej. Smażąc ostatniego naleśnika poczułam ręce na moich biodrach.
-Takie poranki mogę mieć codziennie-powiedział Andi i zaczął składać pocałunki na mojej szyi.
-Miałbyś za dobrze. Jak sę spało?
-Cudownie,ale lepiej z tobą przy boku.-odpowiedział i zaczął podwijać koszulkę.
-Andi opanuj się. Najpierw śniadanie-krzyknęłam i uderzyłam go kuchenną ścierką
-Ale później mogę liczyć na..
-Nie ma mowy. Obiecałeś mi spacer po Monachium.
-Nie mów,że wczorajsza forma aktywności ci się nie podobała-odparł i poruszył zabawnie brwiami na,co parsknęłam śmiechem.
-Podobała,ale mam ochotę zwiedzić coś innego niż twoje mieszkanie.
-No niech ci będzie-odpowiedział smutny i zaczął jeść naleśniki.
-Nie jesz?-zapytał po chwili
-Nie. Zjadłam jabłka z truskawkami i jednego naleśnika-odparłam
-Kiedy?
-Wiesz,chciałam sprawdzić,czy są dobrze usmażone-odpowiedziałam. Prawda byłą taka,że od kilku tygodni nie miałam zbytniego apetytu. Sporadycznie pobolewała mnie wątroba i moja skóra stała się jakby oliwkowa. Umówiłam się nawet na wizytę u lekarza rodzinnego. Po posiłku udaliśmy się na spacer po Monachium. Rozmawialiśmy,śmialiśmy się robiliśmy mnóstwo zdjęć. Jednym słowem było przecudownie.
-Musisz lecieć?-zapytał Andi,kiedy usiedliśmy na ławce w pobliskim parku
-Niestety. Załatwiłam sobie tylko dwa dni wolnego.-tak właściwie to napisałam Sylwii tylko sms'a
-Kiedy się zobaczymy?-zapytał smutny
-Nie wiem skarbie. Mam nadzieję,że niedługo.-odparłam
-Ja też-powiedział i mnie pocałował.- Idziemy coś zjeść?-zapytał
-Ja nie jestem głodna,ale jeśli ty jesteś to możemy iść-odparłam
-Martwię się o ciebie.
-Dlaczego?
-Mało jesz, schudłaś i masz jakiś dziwny kolor skóry.
-Nic mi nie jest. To przez sytuacje z Adrianem. Obiecuję,że po powrocie do Polski zadbam o siebie-powiedziałam i złożyłam przysięgę. Dzień spędzony z Andreasem minął bardzo szybko. Nie zauważyłam nawet,kiedy musiałam już wracać. O 18 wsiadłam w samolot i udałam się do Krakowa. Następnie samochodem pojechałam w stronę Zakopanego. Niestety natrafiłam na korki,więc trochę się naczekałam. Około północy byłam już w swoim mieszkaniu. Nastawiłam budzik i nawet nie wiem,kiedy zasnęłam.
Rano obudził mnie budzik,który nastawiony była na 6:50. Musiałam wstać tak wcześnie,gdyż miałam dzisiaj wizytę u lekarza. Zjadłam jabłko,wzięłam prysznic oraz ubrałam się. Kilka minut przed 8 wyjechałam w stronę ośrodka zdrowia. W sumie nie było dużo osób. Klasyka,czyli kilka starszych osób.  Jedni bardzo mili drudzy mniej.  Wchodząc do gabinetu poczułam charakterystyczny zapach. Usiadłam na krześle.
-Dzień dobry Maju. Dawno cię tu nie było,co cię do mnie sprowadza/-zapytała doktor Winiecka
-Dzień dobry. Nie mam ostatnio apetytu, czasami boli mnie wątroba i moja skóra stała się jakby oliwkowa- lekarka uważnie słuchała i zapisywała wszystko w mojej karcie
-Rozumiem. Zrobimy badania krwi. Jutro przyjdź proszę na czczo. Krew jest pobierana od 6:30 do 9.-doktor Winiecka podała mi skierowanie na badanie i opuściłam gabinet. Następnie skierowałam się do restauracji.
-Czołem załogo-powiedziałam wchodząc. Zauważyłam Sylwię,więc podeszłam do niej,aby wyjaśnić moją nieobecność.
-Hej. Możemy chwilę porozmawiać na osobności/-zapytałam.
-Pewnie-odpowiedziała i poszłyśmy do jej gabinetu.
-Wiem,że nie powinnam była cię informować o tym,ż mnie nie będzie przez sms'a ale..
-Nic się nie stało. Rozumiem cię. Andreas miał urodziny poza tym ta sytuacja.... To ja powinnam cię przeprosi i jednocześnie podziękować.
-Nie masz za co przepraszać,a jak już to wszystko kieruj do Damiana.
-Jest Majka. Prze mnie znowu straciłaś brata.
-To nie twoja wina. Omotał cię,a akurat Adrian jest w tym mistrzem. Poza tym ja straciłam brata już 6 lat temu.
-Mimo wszystko przepraszam.
-Ok. Wybaczam. Powiedz lepie,jak jest pomiędzy tobą a Damianem?-zapytałam
-Poprosił mnie o trochę czasu. Musi sobie wszystko poukładać.
-Będzie dobrze zobaczysz-powiedziałam i ją przytuliłam.
Tydzień później
Mój stan okazał się dużo poważniejszy. Wyniki krwi wyszły niejasno i zostałam skierowana na szersze badania do szpitala. Na dodatek mogę podziwiać losy Milagros i Ivo. Telewizor zaciął się właśnie na kanale,gdzie nadają to ukochana prze miliony ludzi telenowele. Nie powiem też ją lubię. Ale słuchanie ciągle piosenki Cambio dolor powoli staje się nudne. Kiedy kończy się kolejny odcinek udaję się do lekarza po wyniki moich badań,. Wchodząc widzę,że ma on nieciekawa minę.
-Panie doktorze wszystko w porządku?-pytam
-Chce pani znać prawdę,czy mam powiedzieć łagodniejszą wersję/-pyta prosto z mostu.
-Prawda-odpowiadam szeptem. Nie wiem czemu,ale po plecach przebiega mi dziwny dreszcz
-Wyniki krwi orz próby wątrobowe wykazały.. Boże jet pani taka młoda,jak ja mam to pani powiedzieć?-
-Panie doktorze,co się dzieje?
-Podczas przeszczepu najwidoczniej nie wszystkie narzędzia zostały dobrze zdezynfekowane,odkażone... Ma pani wirusowe zapalenie wątroby...typu C.-powiedział lekarz,a ja zamarłam. Czytałam o tym ii. nie to nie może być prawda.
-Trafiła pani na najgorszy genotyp. Prawdopodobnie połowa wątroby jest już wyniszczona.
-Tylko przeszczep może mnie uratować prawda?-pytam prosto z mostu
-Pani Maju zostanie pani skierowana do specjalistycznego szpitala, tam ustalą leki dla pani i być może uda się powstrzymać na chwilę rozwój...
-Tylko przeszczep prawda?
-Nie wiem, nie jestem transplantologiem, halo pani Maju-nie słuchałam lekarza. Wyszłam z gabinetu i skierowałam się do sali,gdzie akurat był Igor. Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać.
-Majka, Boże co ci jest?-zapytał przerażony
-Igor ja... mam wirusowe zapalenie wątroby typu c. Umieram.-
-Nie pierdol Majka.-w oczach Igora zobaczyłam łzy- Nie umierasz. Z tego da się wyjść.
-Nie Igor, nie z moją grupą krwi. Tylko przeszczep mnie ratuje-powiedziałam
-Lekarz ci tak powiedział?
-Gadał coś o jakiś lekach,ale to może pomóc tylko na chwilę.-
-Hej Majuś wszystko będzie dobrze-powiedział i jeszcze mocniej mnie przytulił
                                                        
Nagle do sali wszedł Stempel.  Na nasz widok wypuścił z rąk reklamówkę,z której wyleciały jabłka i winogrono.
-Jezu,co się stało?-zapytał przerażony.
-Majka ma HCV-odparł Igor. Damian nic nie mówiąc podszedł do nas i dołączył do przytulania. Trwaliśmy w ciszy,którą przewał jedynie mój płacz oraz pociąganie nosem przez Igora.
-Pani Maju. Oj przepraszam,nie wiedziałem,że  ma pani gości-powiedział lekarz prowadzący.
- Proszę wejść-powiedziałam i odsunęłam się od przyjaciół.
-Chciałbym pani przedstawić lekarza ze szpitala w Krakowie. Teraz on będzie panią prowadził. Jutro zostanie pani przewieziona.
-Witam nazywam się  Aleksander... Boże Majka-powiedział lekarz. Poznałam w nim przyjaciela mego ojca.
-Dzień dobry wujku.
-Prosze cię nie mów,że to ty...
-Tak. To ja jestem tym beznadziejnym przypadkiem-powiedziałam i słabo się uśmiechnęłam. Porozmawiałam jeszcze chwilę z moim nowym lekarzem.  Jutro po południu mam stawić się w Krakowie na badaniach. Dostałam wypis ze szpitala i razem z Damianem i Igorem pojechaliśmy do mojego mieszkania. Jak się okazało był tam komitet powitalny w postaci chłopaków, cioci wujka oraz Sylwii i Mani. Postanowiłam,że na razie nic im nie powiem.
-O matko,jak ty zmizerniałaś w tym szpitalu.-powiedział Kmail
-Dobrze,że zrobiłam sernik. Mam nadzieję,że zjesz.-dodała ciocia
-Nie dziękuję,ale na razie nie jestem głodna. Marzę tylko o tym,żeby wreszcie odpocząć-powiedziałam. Igor z Damianem dziwnie na mnie spojrzeli. Robiłam dobrą minę do złej gry,ale najzwyczajniej w świecie nie chciałam nikogo martwić.
Trudno,ale mam nadzieję,że jutro przyjdziesz na obiad-powiedział wujek
-Właśnie jutro muszę wyjechać na kilka dni do Krakowa. Podczas pobytu w szpitalu dzwonili z uczelni i coś tam pomylili z dokumentami. Poza tym muszę kupić kilka książek-nie wiedziałam,że potrafię kłamać z taką lekkością.
-Rozumiem. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i powoli każdy zaczął się zbierać.
-Mania pójdziesz namalować coś dla cioci?-zapytał Damian,co oznaczało,że muszę porozmawiać z Sylwią.
-Jasne-i małej już nie było.
-Coś się stało?-zapytała Sylwia z niepokojem
-Widzisz ja na muszę zrezygnować z pracy-zaczęłam,widok miny Igora wcale mi nie pomagał.
-Dlaczego? Co się dzieje?
-Tak naprawdę jadę do Krakowa do specjalistycznej kliniki. Mam wirusowe zapalenie wątroby-odpowiedziałam
-No dobrze, wyleczysz się i wrócisz-
-Nie Sylwia to jest HCV. Ja.... mogę tego nie prze...-nie dokończyłam po zaczęłam płakać. Tak samo,jak Sylwia.
-Nie wierzę. To jest niemożliwe. Dlaczego???-pytała Chowańska. W salonie zapanowała głęboka cisza. Nikt nic nie mówił. Nagle zadzwonił telefon. Mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdajcie Andiego. Wzięłam dwa głębokie wdechy i odebrałam.
-Hej kotku-powiedziałam wysilając się na wesoły to głosu.
-Cześć skarbie. Jak się czujesz? Wszystko ok? Jak wyniki badań?- skoczek zadawał pytania jak CKM.
-Wszystko w porządku okazało się,że to tylko anemia i przemęczenie. Jestem już w domu i właśnie jest Sylwia, Mania, Damian i Igor.
-Tak się cieszę. Nie wiesz nawet,jak mi ulżyło,że z tobą wszystko w porządku. Mam dla ciebie niespodziankę-powiedział
-Naprawdę? Jaką?
-A niespodzianka to niespodzianka. Dowiesz się niedługo. Wybacz,ale muszę kończyć. Zadzwonię jutro paa.- Andi rozłączył się.
-Nie powiedziałaś mu-stwierdził Stempel
-Nie mogę mu tego zrobić. Przepraszam was,ale jestem zmęczona-odparłam
-Jasne. Już idziemy- cała trójka wyszła. Mania dała mi jeszcze rysunek i tak zostałam sama. Pomyślicie,że jestem egoistką,że powinnam powiedzieć Andreasowi. Nie chcę. Nie chcę,ale przede wszystkim nie mogę. Za bardzo go kocham. On przygotowuje się teraz do sezonu i tylko na tym powinie się skupić. Skoki są jego miłością i tak powinno pozostać. Popełniłam błąd,że dałam mu szansę. Zraniłabym go,ale przynajmniej nie byłby teraz z umierającą dziewczyną.


Witam was w ten sobotni dzień. Sielanka nie mogła potrwać długo. Wybaczcie,ale taka już jestem. Pozdrawiam i do następnego :* :*

czwartek, 31 sierpnia 2017

#11

Musiałam przyznać,że mój brat to godny rywal. Omotał Sylwię. Rzuciła Damiana, ze mną też nie rozmawiała. Jedynie tyle,co w pracy. Nie wiedziałam kompletnie,co mam robić. Na dodatek nie długo Andreas ma urodziny,a ja nie wiem,czy będę na nich. Nawet jeśli będę,to nie mam zielonego pojęcia,co mu kupić. Na dodatek Artur przysyła mi codziennie kwiaty. Powoli brakuje mi na nie miejsca. Na całe szczęście mamy dzisiaj sobotę ,więc koniec tygodnia.. Robię sobie herbatę owocową i siadam na kanapie zaczynając czytać autobiografię Łukasza Kadziewicza. Taki sobotni wieczór to ja rozumiem. Czytając kolejny rozdział słyszę dzwonek mojego telefonu.
-Halo?-pytam
-Cześć. Maja tak?-odpowiada nieznany mi głos
-Tak. Kto mówi?
-Tomek, kolega Stempla. Widzisz potrzebujemy pomocy?-mówi
-Co się dzieje?-pytam przerażona
-Damian nawalił się i no krótko mówiąc nie jest ciekawie.-odpowiada
-Dobra, zaraz będę. Gdzie jesteście?-pytam i po chwili zakładam moje trampki i jadę w kierunku baru. Kilka minut później jestem na miejscu. Wchodząc uderza mnie zapach papierosów. Po chwili widzę zalanego w trzy dupy Stempla i dwóch facetów,którzy go trzymają.
-Cześć. Co z nim?-pytam
-Widzisz.  Nie chce z nikim gadać. Prosił,żebyś przyjechała-odpowiada jak mniemam Tomek. Przenoszą Stempla na kanapę i po chwili siedzę razem z nim. Damian nic nie robi tylko przytula mnie z całej siły.tak że ledwo mogę oddychać.
-Ona wyjeżdża-bełkocze w moją szyję.
-Kto wyjeżdża? Stempel,co ty gadasz-pytam
-Sylwia, Mania i Adrian. Wyjeżdżają. Nie wiem, gdzie.-odpowiada,a dla mnie czas na chwilę staje w miejscu.
-Co ty pieprzysz przecież...-nie potrafię skleić porządnego zdania.
-Majka,to koniec rozumiesz? Jej już nie ma.- Stempel zaczyna najzwyczajniej w świecie płakać. Przytulam go mocno i ręką przywołuje chłopaków. Zanoszą go do mojego samochodu i po chwili ruszamy w stronę mojego mieszkania.  Chłopcy kładą Stempla na kanapie i wychodzą. Damian wtula się w  małą poduszkę i po chwili zasypia. Z trudem przewracam go na bok, na wypadek gdyby zaczął haftować. Kręcę tylko głową i siadam na fotelu obok przyjaciela.
Budzę się na fotelu przykryta kocem. To dziwne. Po chwili,jednak przypominam sobie całą sytuację i obracam szybko. Na kanapie nie ma Stempla. Uspokajam się,kiedy z łazienki dobiega mnie szum wody. Wstaję z fotela i idę do kuchni. Robię tam sprawdzoną miksturę na kaca. Następnie zaparzam kawę i robię śniadanie.  Siadam przy stole i po chwili do kuchni wchodzi Stempel. Wygląda,jak wrak człowieka.
-Siadaj. Zrobiłam ci napój bogów- nic nie mówi, tylko  wypija napój duszkiem. Wykrzywia usta, i popija kawą
-To teraz powiedz,skąd wiesz,że Sylwia wyjeżdża?-pytam
-Adrian był u mnie wczoraj i mi to powiedział.
-Ma tupet-prycham
-Majka to koniec.-mówi i opiera rękę na stole
-O nie. Nie możesz się tak najzwyczajniej w świecie poddać. Stempel no kochasz ją czy nie?-pytam
-Kocham,ale nie mogę zrobić tego Mani. Ma wreszcie pełną rodzinę.  Tatę,którego pewnie pokochała. Ja jestem obcym człowiekiem-odpowiada. Zapada głęboka cisza.
-Kiedy mają wyjechać?-pytam po chwili milczenia.
-Dzisiaj o 15 mają samolot do Berlina-szepcze.  Wstaję od stołu i podchodzę do okna,aby ukryć łzy zbierające się w kącikach oczu. Jest mi ciężko. Poznałam moją siostrzenicę,pokochałam ją całym sercem,a teraz muszę ją oddać. Przecież to nie może być prawda. To tylko głupi sen,z którego się zaraz obudzę. W całym domu panuje okropna cisza,którą przerywa tylko tykanie starego zegara wiszącego na ścianie. Nie wiem czemu,go nie wyrzuciłam. Może nadawał uroku temu miejscu? Albo na stare lata robię się sentymentalna. Po moim policzku spływa łza,jednak szybko ją ocieram,gdy słyszę pukanie do drzwi. Podchodzę i otwieram je.
-Dzień dobry pani Maju. Ta mała osóbka pytała o panią,więc ją przyprowadziłem-mówią pan Henio-mój sąsiad i wskazuje na dziewczynkę. O cholera. Przecież to Mania
-Dziękuję panu bardzo. W ramach wdzięczności zapraszam na herbatę-mówię
-Nie kochana, może kiedy indziej. Dobrze to żegna panie-mówi emeryt i wychodzi. Ja tymczasem wchodzę z Marysią do mieszkania.
-Co ty tu robisz?-pytam wyraźnie zdziwiona i zdenerwowana.
-Bo mama wyjeżdża,a ja nie chce.   Chcę zostać z tobą i-Marysia zaczyna płakać i przytula się do mnie. Biorę ją na ręce i delikatnie kołyszę. Wchodzę do kuchni,gdzie siedzi Damian widząc Manię o nic nie pyta. Przejmuje dziewczynkę i teraz to on ją uspokaja.  Ja natomiast informuje Sylwię,że  mała jest u mnie. Po kilku minutach ona i Adrian przyjeżdżają po Marysię i zabierają. Dziewczynka tylko mocniej płakała,a mnie i Damianowi serce się krajało,bo nic nie mogliśmy zrobić. Siedzimy bezradni na kanapie patrząc w ścianę.
-O nie. J ana to nie pozwolę!!!-krzyczy Stempel -Ruszaj dupę jedziemy do Krakowa-mówi, Widzę,że na jego szyi pulsuje żyła,co oznacza,że nie ma żartów. Pospiesznie zakładam buty i wsiadam do samochodu. Jest 12:30,kurde mamy mało czasu. Na Zakopiance oczywiście korki,to samo przy wjeździe do Krakowa. Jednak w miarę sprawnie docieramy na lotnisko. Szukamy Sylwii i Adriana,ale jest już za późno. Samolot do Berlina odleciał. Po chwili jednak słyszymy krzyk Mani,która do nas biegnie.
-Tato,wiedziałam,że mnie nie puścisz-mówi do Damiana,którego źrenice przypominają 5 zł. Tato? O matulu. Sylwia ma w oczach łzy,a Adrian? Chwila czy on żałuje? Nie to niemożliwe. Mówi,coś do Sylwii,a po chwili ona podchodzi to Stempla i Manii. Wychodzą na zewnątrz; Ja i Adrian zostajemy i patrzymy sobie prosto w oczy.
-Możemy porozmawiać?-pyta po chwili Adrian
-Skoro chcesz-odpowiadam beznamiętnie i siadamy na pobliskiej ławce.
-Nie chciałem ich skrzywdzić- mówi po chwili milczenia.- Myślałem,że tak będzie lepiej,ale kiedy dzisiaj zobaczyłem z jaką miłością Mania patrzy na Damiana....Majka ja przepraszam-mówi ze skruchą. W jego głosie słyszę szczerość
-Nie uważasz,że na to już za późno-prycham
-Gdybym wiedział,jakim kosztem odzyskam Sylwię nigdy bym tego się nie podjął.-odpowiada mój brat
-Jakim?
-Straciłem siostrę tylko po to,żeby zemścić się na kumplu
-Nie Adrian. Nie straciłeś-odpowiadam,a w jego oczach widzę nadzieję.- Straciłeś ją 6 lat temu. Zostawiając. A teraz, jeśli faktycznie żałujesz,to zostaw ich w spokoju. Wyjedź i nigdy więcej nie wracaj.  Rozumiesz? Nigdy-odpowiadam spokojnym tonem i zostawiam brata samego. Rezerwuję jeszcze bilet na lot do Monachium i razem z Manią Sylwia i Stemplem udaję się w drogę powrotną.  Marysia zasypia po drodze. Stajemy na chwile na stacji,a Sylwia próbuje ze mną porozmawiać.
-Maja ja..
-Daj spokój. Powinnaś przeprosić Damiana. Nie mnie-ucinam rozmowę. Wsiadam do samochodu i czekam na resztę.

28 sierpnia 2017
Około godziny 8 jestem na lotnisku w Monachium. W hali przylotów widzę Freitaga,który  delikatnie wskazuje na Andreasa. Chłopak stoi tyłem do mnie i jest pochłonięty rozmową z Markusem
-Powiedz mi, po co my przyjechaliśmy o tak wczesnej porze na lotnisko? Bo chyba nie po to,żeby zwiedzać-mówi z sarkazmem. Ach moja szkoła
-Nie. nie po to-odpowiadam i zakrywam mu oczy. Chłopak szybko się do mnie odwraca i porywa w swoje ramiona.
-Co ty tu robisz?-pyta zaskoczony
-Powiedzmy,że jestem twoim prezentem urodzinowym-odpowiadam i całuje go na powitanie. Kątem oka widzę jak Markus i Richard się ulotnili. Wellinger przejmuje moją walizkę i po chwili wyruszamy do jego mieszkania.Kiedy jesteśmy na miejscu wskakuję szybko pod prysznic i biorę orzeźwiającą kąpiel.
-No skoro jesteś,to pokaże ci Monachium. Ubieraj się-ponagla mnie.
-A co źle wyglądam-pytam. Musze wam powiedzieć,że byłam w samym ręczniku.
-Jak dla mnie wyglądasz, dobrze,ale chyba będę zielony z zazdrości,jeśli cię ktoś tak zobaczy-odpowiada skoczek i zaczyna całować mnie po szyi.
-A,co jeśli się nie ubiorę?-pytam flirciarsko
-To wtedy mogę nie wytrzymać.-
-Hmm,to ja chyba wolę,żebyś..- nie dokańczam,bo j=moja ręka zaczyna dobierać się do spodni Wellingera. Chłopak tylko bierze głębszy wdech, bierze mnie na ręce i zanosi do swojej sypialnie. I wygląda na to,że ze spaceru nici.


Witajcie kochani. Rozdział jest,ale jak dla mnie  jest no ie oszukujmy się beznadziejny. Zawaliłam. 
                  Już za cztery dni zaczyna się rok szkolny. Jak wiecie,bądź nie idę w tym roku do liceum. Mam nadzieję,że uda mi się pogodzić naukę z prowadzeniem bloga,ale łatwo nie będzie. Dlatego chciałabym wam ogłosić,że rozdziały będą dodawane,co dwa tygodnie.  Proszę z zrozumienie. Na resztę wakacji życzę wam wszystkiego dobrego. Pozdrawiam :* :*

środa, 23 sierpnia 2017

#10

Obudziłam się wtulona w Andreasa,który mi się przyglądał.
-Hej. Długo nie śpisz?-zapytałam i dałam mu buziaka w policzek.
-Nie. To co leżymy jeszcze?-zapytał
-Która godzina?
-7:45-odpowiada,a ja zrywam się z łożka jak poparzona. Wellinger tylko się śmieje.
-Przestań,tylko się ubieraj i idziemy. Ja mam pracę. Poza tym na śniadanie u mnie niczego nie ma.-powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Tym argumentem mnie przekonałaś-odpowiedział, wstał z łóżka i udał się do łazienki. Ja tymczasem ubrałam się i czekałam tylko za Andim. Po 15 minutach łaskawie opuścił toaletę. Zamknęłam mieszkanie i udaliśmy się do restauracji. Po wejściu skoczek usiadł przy barze, ja zrobiłam nam dwie kawy i podałam śniadanie. Kilka minut po posiłku do restauracji zaczęli schodzić się goście.  Widząc, jak Wellinger bezczynnie siedzi postanowiłam go postawić za barem. Pokazałam,jak co działa i po chwili atrakcją stał się Andreas Wellinger, który robił kawę. Zamówienia na ten napój wzrastały dwukrotnie, szczególnie u nastolatek i dziewczyn w moim wieku.  I tak mijał nam dzień. Po drodze do domu wstąpiliśmy do sklepu. W końcu coś jeść trzeba. Na kolację postanowiliśmy zrobić makaron ze szpinakiem i pomidorami.
-Coś tu masz-powiedział i wytarł mi koniuszkiem kciuka usta. Okazało się,że był tam sos pomidorowy.
-Ejj, jesteś kłamczuszkiem- "oskarżyłam" go i umazałam szpinakiem. Po takiej zabawie umyliśmy się i usiedliśmy do stołu. Kiedy wkładałam naczynia do zmywarki w mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Andreas poszedł otworzyć,a po chwili do kuchni wpadł zdyszany Sebastian.
-Majka ratuj!-powiedział i schował się za mną. Nie zdążyłam się o nic zapytać,kiedy do mieszkania wpadł Igor z. Matko i córko, czy on ma w ręku ciupagę? Za nim przybiegła Ola. Czyli wszyscy w komplecie.
-Majka odsuń się. Zatłukę go.-krzyczy Igor
-Po co ci ta siekiera?-pyta zdziwiony Andreas,a ja tylko wywracam oczami.
-Kotku, to jest ciupaga. Ale dobre pytanie. Po co ci ta ciupaga?
-Bo wyobraź sobie,że ten kretyn przekonał moją siostrę do studiowania w Łodzi. Rozumiesz to. W Łodzi.-krzyczał. Nie no ja do laryngologa jeszcze chodzić nie zamierzam.
-Idioto nie drzyj się jak stare gacie na płocie.
-Igor błagam cię, przecież Łódź to nie koniec świata.-powiedziała Ola
-Ty młoda się nie wtrącaj. -odpowiedział i podszedł z ciupagą.
-No wiesz, ty co? Z ciupagą ! Na mnie? O nie dosyć. Wszyscy sio. Już was nie ma. Mam was po kokardę-powiedziałam i wygoniłam ich z mieszkania.
-To, co robimy?-zapytał skoczek i poruszył brwiami.
-Film?
-Oczywiście. Na,co masz ochotę?
-Wybieraj-odpowiedziałam i po chwili siedzieliśmy przed laptopem oglądając Agenta XXL 2.

Następnego dnia Andreas musiał już wracać do Niemiec. Wznawiał treningi. Obiecał mi,że zobaczymy się najszybciej, jak tylko będzie to możliwe. Mam nadzieję,że nastąpi to szybko.
-Dzień dobry. Czy można poprosić kierowniczkę?-pyta jakiś mężczyzna,więc się odwracam. Przede mną stoi Artur z bukietem róż. Czerwonych róż. Na mój widok na chwilę zamiera,ale już za chwilę uśmiecha się.
-Czego chcesz?-pytam z mordem w oczach
-Możemy chwilę porozmawiać?
-Nie sądzę byśmy mieli o czym-odpowiadam chłodno.
-Proszę. Maja tylko 5 minut-błaga.
-Dobrze. Ale ani sekundy dłużej.-zgadzam się i podchodzimy do stolika w rogu,aby nikt nas nie słyszał.
-Słucham cię-mówię z wyraźnym zirytowaniem.
-Wróciłem. Dla ciebie.
-No powiem ci,że wcześnie-prycham
-To dziecko... ono nie jest moje.
-Mam ci pogratulować?- sarkazm,ach jak ja dawno go nie używałam
-Przyszedłem cię prosić o jeszcze jedną szansę. Majka, ja cię kocham,zależy mi na tobie.-mówi,a mi szczęka opada.
-Czy ty siebie słyszysz?- nie wytrzymuję i wybucham.- Ja ci już dałam termin ostatecznego powrotu. Myślisz,że co, jak przyniesiesz czerwone róże,których z resztą nienawidzę to ci wybaczę? Bo co bo świśniesz trochę kasą.
-Majka kocham cię-powiedział
-Chyba płyta ci się zacięła. A teraz jeśli mógłbyś to bardzo proszę opuść lokal. Nie mam ochoty cię widzieć-warczę.
-Jak chcesz,ale ja się nie poddam. Będę o ciebie walczył-mówi i wychodzi. Załamana  biorę kwiaty i wręczam je Kamili jednej z kelnerek. Wracam do swojej pracy,jednak nie na długo.
-Witaj Maju-słyszę głos i zamieram. Powolnym krokiem się odwracam,a przede mną stoi Adrian. Z wrażenia aż upuszczam filiżankę z kawą.
-Co tutaj robisz?-pytam szeptem
-Powinniśmy porozmawiać prawda?
-No wiesz po 6 latach wypadałoby-odpowiadam i po chwili wychodzimy z knajpy. Udajemy się w miejsce gdzie jest cicho i spokojnie,czyli na cmentarz. Idealne miejsce do rozmowy.
-Zmieniłaś się przez te 6 lat-mówi mój brat i zapala znicz na grobie rodziców.
-Taa- chyba nie potrafię rozmawiać z bratem
-Mam nadzieję,że dostałaś mój list- kiwam tylko głową-  Teraz już wiesz, dlaczego uciekłem. Chciałem cię chronić. Mam nadzieję,że mi wybaczysz.-mówi i uśmiecha się smutno.
-Adrian, przez 6 lat myślałam,że mnie zostawiłeś,bo się bałeś. Nienawidziłam cię. Chciałam,żebyś zginął,ale kiedy dostałam list od Sylwii, to... coś we mnie pękło. Nie mogę powiedzieć,że ci wybaczyłam,ale powoli chyba wkraczam na tą ścieżkę.
-Dziękuję.A właśnie jeśli chodzi o Sylwię.Co u niej?
-Jest ok.
-To dobrze. Widzisz chciałbym ją odzyskać. Wiele nas łączy. Nie tylko miłość,ale i córka,której notabene uratowałaś życie.-skąd on to wie?. Czekajcie,czy on powiedział,że chce odzyskać Sylwię? Przecież...
-Chcesz odzyskać Sylwię?-pytam zdziwona
-Tak, mamy razem dziecko...-dalej go nie słucham
-Nie wydaję mi się,że byłby to dobry pomysł-mówię szczerze
-Dlaczego?-pyta zdziwiony
-Może dlatego,że ona poukładał swoje życie bez ciebie?! Owszem macie córkę,ale z tego co wiem, to Sylwia ma już kogoś innego.-
-Kogo?!- nie no,co ja zrobiłam.-Majka do cholery kogo?!-krzyczy
-Stempla-odpowiadam szeptem a Igor uderza pięścią o nagrobek
-Zabiję go. Wsadzić nóż przyjacielowi w plecy. Nie nie wierze-mój brat wpadł w furię.
-Adrian oni mieli prawo ułożyć swoje życie-odpwiadam
-On miał jedno zadanie. Opiekować się tobą i dawać mi,co miesiąc sprawozdanie z twojego życia. Nie miał zajmować mojego miejsca u boku Sylwii-krzyczy. Cooo??
-O czym ty gadasz do cholery!!!-krzyczę
-Co, twój święty Stempel nie powiedział ci,że miał kontakt ze mną przez te wszystkie lata!? No tak mogłem się spodziewać-mówi,a ja nie wiem,co myśleć. Przez 6 lat Stempel był dla mnie,jak brat. Nic nie mówił,a on jako jedyny miał kontakt z Adrianem
-Zaskoczona prawda?-pyta z kpiącym uśmieszkiem.-Jak go spotkasz, to przekaż proszę,że ja mu nie odpuszczę. Sylwia i Mania będą moje-mówi i opuszcza cmentarz.Po chwili robię to samo i udaję się na siłownie. Wita mnie zaskoczony Stempel.
-Nie za wcześnie na dzisiejszy trening?
-Czy to prawda,że przez te pierdolone 6 lat miałeś kontakt z Adrianem?-pytam ledwo hamując łzy. Stempel milczy
-Miałeś,czy nie?
-Majka porozmawiajmy gdzie indziej-szepcze
-O nie. Odpowiedz na pytanie.-mina Stempla mówi wszystko.-Nie wierze oszukiwałeś mnie przez tyle lat. Nie dziwię się,że zostaliście przyjaciółmi. Jesteście siebie warci-mówię i odchodzę. Jednak wracam po chwili
-Am jeszcze jedno. On wrócił,więc pilnuj Sylwii-mówię i wychodzę wściekła. Nie wracam już do pracy. Idę pobiegać po górach. Jestem wściekła,  na Artura, Adriana i Stempla. Chociaż z drugiej strony nie mogę pozwolić na to,żeby Adrian omotał Sylwię. Dźwięk piosenki przerywa sms
Ładną awanturę zrobiłaś temu mojemu przyjacielowi. - Nowy numer Adriana. Chwila,czyli on mnie śledził. Widział wszystko. Moja złość sięga apogeum. Stempel mnie okłamał. Fakt,ale nie mogę pozwolić na to,aby stracił miłość swojego życia.
Dziękuję. Ale dam ci jedną radę. Trzymaj się od Sylwii z daleka :* - Nie mijają dwie minuty,a dostaję odpowiedź
Nie skorzystam. Zdobędę ją siostrzyczko :*
Po moim trupie braciszku. Nie pozwolę na to. ;) <3
W takim razie zobaczymy. Miłego biegania :* - cóż wygląda na to,że wojna pomiędzy rodzeństwem Gajewskich została oficjalnie rozpoczęta.

Przybywam z nowym rozdziałem. Mam nadzieję,że się podoba i do następnego :*

środa, 16 sierpnia 2017

#9

Urlop na Mazurach minął szybko. Zdecydowanie za szybko.  7 sierpnia miało odbyć się oficjalne otwarcie biznesu Sylwii. Swoją drogą restauracja miała bardzo oryginalną nazwę "Raj u przyjaciół. Widać,że Stemple się bardzo zaangażował.  Malo tego podjęłam bardzo ważną decyzję. Postanowiłam się wyprowadzić. Po dokładnym przeanalizowaniu mojego życia doszłam do wniosku,że w wieku prawie 22 lat nie mogę zalegać wiecznie cioci i wujkowi na kwadracie. Chociaż coś czuje po kościach,że szykuję się awantura stulecia, nawet na miarę III wojny światowej. Moja wyprowadzka to odkąd tylko pamiętam był temat tabu. Dzisiaj mamy piątek 4 sierpnia. Idę właśnie podpisać umowę dotyczącą wynajmu mieszkania.
-Dzień  dobry. Maja Gajewska,ja byłam umówiona.-mówię stojąc w drzwiach,które otworzyła mi Helena Morawska- właścicielka mieszkania. Kobieta miała na oko 70 lat.
-Witaj moje dziecko. Wchodź,zapraszam. -powiedziała kobieta i wpuściła mnie do domu. Zaprowadziła mnie do kuchni,gdzie siedział jej wnuk.
-Dzień dobry-przywitał się ze mną.
-Dzień dobry. - odpowiedziałam. Podpisałam umowę i wdałam się w rozmowę z panią Helenką podczas gdy,jej wnuk robił kawę.  Musiałam przyznać,że mieszkanie było nawet duże i zadbane. Na dodatek cena wynajem była zdecydowanie zbyt niska jak na tę część Zakopanego.
-Mogę zadać pani pytanie?- zapytałam
-Oczywiście moje dziecko. Pytaj o,co chcesz.
-Dlaczego wynajem tego mieszkania kosztuje tylko tyle?
-Widzisz moje dziecko,ja mam dość wysoką emeryturę poza tym dla mnie samej to mieszkanie jest za duże,więc przeprowadzam się do wnuka.
-Rozumiem- odparłam. Po około 30 minutach rozmowy wyszłam z mojego nowego mieszkania i udałam się do cioci i wujka. Muszę powoli zacząć się pakować,jednak najpierw wypadałoby poinformować o tym wszystkich. Kolacja będzie najlepszym wyjściem. Po drodze kupiłam wszystkie składniki potrzebne do przygotowania tradycyjnych góralskich potraw. Po około trzech godzinach wszystko było gotowe.
-A,co tu tak pachnie?-zapytał Maciek,wchodząc do domu.
-A obiadek zrobiłam. Myj ręce i siadaj.-po chwili w domu byli również ciocia z wujkiem i Kuba z rodzinką. Na początek podałam kwaśnicę,a następnie pieczoną baraninę.
-O marko,jakie to pyszne. Ale z jakiej to okazji?-zapytał wujek.
-A tak bez okazji. Mam nową pracę to pomyślałam,że trzeba to uczcić.
-Dobrze gada. Tato jest to wino od babci?-zapytał Kuba
-Tak,już podaję-odpowiedział wujek i podszedł do barku i wyjął butelkę ze wspomnianym trunkiem. Nalał do kieliszków i po chwili wznieśliśmy toast. Rozmowy zeszły na inne tematy,ale ja byłam milcząca.
-Maja,a ty co taka cicha?-zapytał Maciek
-Znalazłaś chłopaka,czy co?-zażartował Kuba
-Nie. Wyprowadzam się. Znalazłam mieszkanie i dzisiaj podpisałam umowę.-powiedziałam prosto z mostu. Maciek upuścił widelec, wujek zakrztusił się winem,ciocia zamarła,a Kuba nalał pełen kieliszek wina i wypił duszkiem do dna.
-Co zrobiłaś?!!!!-ilość decybeli,które wydał z siebie Maciek przekroczyła dopuszczalną granicę normalności.
-Jak to się wyprowadzasz?-zapytał Kuba
-Normalnie. Będę teraz mieszkała niedaleko Krupówek.
-Majuniu,ale dlaczego źle ci z nami?-zapytała tym razem ciocia.
-Nie ciociu. Jest cudownie,ale w moim życiu nadszedł czas,żeby wreszcie się usamodzielnić. To nie była łatwa decyzja,ale chce zacząć swoje życie od nowa. Bez żadnego Patryka,Artura,czy Wellingera. To jest zupełnie nowy start. Przez te 6 lat daliście mi wszystko. Dom,opiekę,miłość poczucie bezpieczeństwa,wsparcie. Traktowaliście mnie jak własną córkę,ale chcę zacząć żyć na własny rachunek. Nigdy nie zapomnę tego,co dla mnie zrobiliście.-powiedziałam. Ciocia zaczęła szlochać,a ja razem z nią. Wujek podszedł i nas przytulił,z resztą tak samo jak reszta.
-Kiedy chcesz się przeprowadzić?-zapytał wujek
-Możliwie,jak najszybciej. Trochę rzeczy już mam spakowane. Jednak.nie wszystkie.
-To na,co czekasz. Idziemy się pakować-powiedział dotąd milczący Maciek. Wszyscy wstaliśmy i poszliśmy,jak jeden mąż do mojego byłego już pokoju. Po około trzech godzinach wszystko było już spakowane.
-Jutro pomożemy ci to wszystko przewieźć.
-Dziękuję wam bardzo-odpowiedziałam i każdego przytuliłam. Następnie poszłam pod prysznic i położyłam się spać. Dziś spędzę prawdopodobnie ostatnią noc w domu Kotów.
Następnego dnia obudził mnie zapach pieczonych naleśników. Założyłam szare dresy i koszulkę na ramiączkach i zeszłam.na dół,gdzie zastałam ciocię.
-Witaj kochanie. Siadaj zaraz będzie śniadanie
-Coś się stało?
-Nie po prostu to nasze ostatnie wspólne śniadanie,kiedy z nami mieszkasz.
-Ciociu,ale ja będę wpadać,tak często jak tylko to możliwe.
-Na dwie trzy godziny w tygodniu plus jakieś obiadki?-zapytał wujek
-To może umówimy się tak,że będziemy się spotyka w niedziele na kawie. Raz u mnie raz u was?
-Widzisz,co się z nią stało? Już nie u nas tylko u was-powiedział rozbawiony Kuba
-Jak ci się język wyostrzył-odpowiedziałam
-Po tylu latach z tobą musiał-tym razem to on użył sarkazmu. Pochłonęłam naleśniki i razem z Kubą i wujkiem zaczęliśmy  nosić walizki i kartony. Rozpakowywanie zajęło mi cały dzień,a i tak muszę kupić jeszcze kilka rzeczy typu ręczniki, garnki. Oczywiście nie zapominając o zakupach spożywczych. Na szczęście dostałam dość spora wałówkę od cioci,więc starczy mi na kilka dni.

Poniedziałek 7 sierpnia
Obudził mnie budzik,który zadzwonił o 7:30. Wstałam i wzięłam szybki prysznic. N śniadanie zrobiłam sobie jajecznicę. Dzisiaj wielkie otwarcie,więc muszę jakoś wyglądać. Założyłam wybrany wcześniej zestaw, zrobiłam delikatny makijaż,a włosy związałam w kitkę.  Stukot moich szpilek roznosił się po ulicy. Po około 5 minutach weszłam do środka i od razu dobiegł mnie zapach popisowego dania Krzyśka. Przywitałam się z kucharzem i kelnerkami,a następnie postawiłam na każdym stoliku po małym bukiecie z goździków. Równo o 12 do restauracji zaczęli przychodzić pierwsi goście.  Przyjmowałam zamówienia i zaparzałam kawę. Musiałam przyznać,że byłam zdziwiona,że tyle ludzi przyszło. Ale może to oferta kuchni?  Od tradycyjnych góralskich dań po potrawy dietetyczne. 
-Poproszę kawę i sernik-powiedział głos,kiedy akurat stałam przy barze. Głos, na którego dźwięk zamarłam i jednocześnie uśmiechnęłam się pod nosem.
-Co tutaj robisz Andreas?-zapytałam
-Przyjechałem, bo muszę coś ważnego ci powiedzieć.
-Rozumiem,ale nie teraz. Jestem zajęta. Czekaj na mnie koło 20.
-Mam po ciebie przyjść do nowego mieszkania?-zapytał skoczek z Niemiec 
-Skąd wiesz?
-Powiedzmy,że Kamil bardzo nam kibicuje-odpowiedział
-Zatłukę go. Tymczasem proszę bardzo pańskie zamówienie-powiedziałam i podałam mu kawę i ciasto. Kilka godzin później wyszłam z restauracji,gdzie czekał na mnie Wellinger. Nie chciało mi się z nim zbytnio rozmawiać,ale mu obiecałam.
-Zamieniam się w słuch. O czym chciałeś porozmawiać.
-O nas-odziedziczał
-Nie ma żadnych nas.-prychnęłam.
-Jesteś pewna?!-odpowiedział tym samym tonem i mnie pocałował. Nie wiem, co mną kierowało,ale go odwzajemniłam.
-Zerwałem z Laurą.-powiedział kiedy zabrakło nam tchu
-I co w związku z tym?-zapytałam
-Majka, do cholery nie rozumiesz,że się w tobie zakochałem!! Cały czas myślę o tobie, śnisz mi się po nocach,a ten wieczór wtedy w Wiśle... Kocham cię.-powiedział,a w moich oczach pojawiły się świeczki.
-Aandi, jaaa...
-Cicho bądź Gajewska.-powiedział i mnie przytulił. Znowu mogłam bezkarnie wdychać jego perfumy tak,jak na urodzinach Kamila.
-Idziemy na naszą pierwszą randkę?
-Zdecydowanie tak-odpowiedziałam i udaliśmy się powolnym spacerkiem. Przemierzaliśmy Krupówki trzymając się za rękę. W końcu dotarliśmy pod Wielką Krokiew,gdzie trwał remont.  Pod skocznią zobaczyłam napis ułożony z herbacianych róż. Podeszłam bliżej i przeczytałam go. Czy zostaniesz moją dziewczyną? Chwila, czekajcie, coo? Odwróciłam się w stronę Wellingera,który przede mną kleczał.
-To jak, zostaniesz moją dziewczyną?-zapytał
-A mam inne wyjście?
-Nie
-Tak, zostanę-powiedziałam i nagle z pobliskiego drzewa spadły na nast płatki jakiś kwiatów. Po chwili usłyszeliśmy huk i donośne przekleństwo.
-Jasna cholera, nogę sobie chyba złamałem- Dziubuś zwijał się z bólu.
-Taa spadłeś z dwóch metrów. Nic ci nie będzie-z drzewa zszedł Kamil
-O są i nasze zakochańce-dodał Piotrek
-Co wy tam robicie?-zapytałam zdziwiona.
-A myślisz,że Andi sam by ułożył napis z róż. Przeciez by się się rozwiał i tyle z tego yło. Tak poza tym to gratulacje-powiedział Maciek,który wyłonił się zza skoczni.
-Dobra, ok. Dziekujęmy,a teraz wracamy do domu. Chodź, Adni idziemy-powiedziałam i pociągnęłam mojego chłopaka za rękę.
-Są od pięiu minut razem,a on już jest pod pantoflem-powiedział Dawid,a ja tylko an niego złowieszczo spojrzałam. Weszliśmy do mojego mieszkania i od razu poczułam ręcę Andreasa na mojej talii.
-Ktoś tu chyba się stęskinł-powiedziałam
-Nawet nie wiesz jak. Wiesz,co Majka?
-Nie
-Kocham cię
-Ja ciebie tez-powiedziałam i złożyłam pocałunek na jego ustach.


Witajcie kochani. Rozdział nie udał mi się całkowicie. Pod względem treści i długości. Połowę musiałam pisać na telefonie,gdyż burze z poprzedniego tygodnia odcięły mi internet.  Poza tym miałam chwilowy zanik weny i motywacji,ale mam nadzieję,że będzie lepiej. Bloga o Ewelinie i Mariusza usunęłam z powodu małej aktywności. Pozdrawiam i do następnego :*

wtorek, 1 sierpnia 2017

#8

                                          "Swój czas weź w garść, swój czas. Zanim ci życie nie powie,że pas. I odholuje weź w garść i idź. Zacznij na sto, nie na pięć procent żyć"

Obudził mnie jakiś piękny zapach. Po chwili do pokoju wbiegła Karolinka.
-Ciociu, chodź na obiad.-powiedziała córeczka Piotrka
-Jasne, kochanie. Powiedz mamie,że tylko się przebiorę-odpowiedziałam i założyłam czarne rurki i siwy T-shirt. Po chwili zeszłam do kuchni połączonej z salonem.
-Dzień dobry-powiedziałam,kiedy zobaczyłam w kuchni Justynę i Agnieszkę.
-Cześć. Jak się czujesz? Głowa boli?-zapytała Lewkowicz
-Nie, wbrew pozorom nie wypiłam aż tyle. Kilka drinków było bezalkoholowych-odpowiedziałam szczerze.
-To dobrze,a teraz siadaj i wcinaj ciepły rosół-powiedziała Justyna i zaczęłam jeść. Posiedziałam jeszcze około trzech godzin i kilka minut po 17 ruszyłam do Zakopanego. W ciągu drogi próbował się do mnie dodzwonić Igor,jednak nie odbierałam. Rozumiałam go,ale na razie nie miałam ochoty rozmawiać ani z nim, ani z kim kolwiek płci przeciwnej. Znając życie,kiedy wrócę do domu wykład zrobi mi Maciek,Kuba poprawi. Dzięki Bogu nie zaangażowali w to Stempla, bo miałabym przekichane. Podjechałam swoją Astrą, wyjęłam z tylnego siedzenia torbę i weszłam do domu. Na szczęście nikogo nie było.

Wtorek, 18 lipca 2017 rok
Od samego rana zaczęłam robić porządki w kuchni. Musiałam czymś zająć ręce i głowę.  Od wczoraj,  w domu Kotów trwają wręcz desperackie porządki,a to wszystko dzięki mnie. Wysprzątałam na błysk pokój Maćka, swój i sypialnię wujka oraz cioci. Został mi jeszcze strych,ale na niego potrzeba znacznie więcej czasu.
-Matko,co tu się dzieje?!-powiedział Kuba, wchodząc do kuchni.
-Porządki nie widać? Ktoś musi to robić
-Kuba, ona zwariowała. Poukładała mi nawet T-shirt'y według kolorów-powiedział Maciek z salonu.
-Przynajmniej się odnajdziesz.-odpowiedziałam z przekąsem. Do naszych uszu dobiegł dźwięk dzwonka. Maciek, jako,że nic nie robił poszedł otworzyć. Biednego Kubę zaangażowałam w opróżnianie lodówki.
-Majka do ciebie-krzyknął młodszy z braci Kotów i po chwili do kuchni wszedł Jacek- kierownik recepcji
-Hej Maja, możemy porozmawiać?-zapytał
-Tak, jasne. Chodź do salonu. Czego się napijesz kawy, herbaty?-zapytałam
-Nie dziękuję. Wpadłem tylko na chwilę. Otóż według przepisów powinnaś otrzymać wymówienie w terminie trzech miesięcy,a nie z dnia na dzień.
-Jacek błagam, do rzeczy
-Widzisz udało mi się wynegocjować dla ciebie  pensję za kolejne trzy miesiące. Wiesz takie zadośćuczynienie w zamian za to,że nie podasz kierownika do sądu.
-Słucham?-nic z tego nie zrozumiałam. Nie miałam nawet ochoty tego debila widzieć,a tym bardziej toczyć z nim sprawy.
-Przez trzy miesiące otrzymasz pensję. Wiem,jaka jest twoja sytuacja. Poza tym możesz na spokojnie szukać pracy.
-Na razie mam fantastyczny przymusowy urlop-powiedziałam i sztucznie się uśmiechnęłam.
-Robisz, to samo,co Daria. Fiksujesz.
-Zaraz, zaraz to Darię też zwolnił?-zapytałam zdziwiona
-Tak. Dzisiaj rano, tylko,że ona przyjęła to mniej spokojnie niż ty.
-Wcale jej się nie dziwię-odpowiedziałam  godnie z prawdą.
-Posłuchaj, z tego,co wiem to w Hiltonie w Krakowie potrzebują kogoś na recepcję,więc w razie czego powołaj się na mnie-powiedział -Cześć,a i mam ci przekazać,że Krzysiek zaprasza cię na sernik, do domu.-dodał
-Jak to?
-Kiedy dowiedział się,że zwolnili cię  stracił sens swojego życia i odszedł. Dobra zbieram się. Trzymaj się i powodzenia-powiedział Jacek i wyszedł. Nie zdążyło minąć 5 minut,kiedy usłyszałam kolejny dzwonek. Kogo znowu niesie? Czy nie można mieć chwili spokoju? W drzwiach stała Sylwia.
-Hej,wchodź-powiedziałam i zaprosiłam ją do środka.-Czego się napijesz?
-Może wody-odpowiedziała i usiadła na kanapie. Po chwili wróciłam ze szklanką wody i postawiłam ją na stoliku.
-Coś się stało? Coś z Manią?-zapytałam zaniepokojona.
-Nie, z Marysia wszystko w porządku. Ja w innej sprawie.-powiedziała Chowańska
-Nie mów,że Stempel coś odwalił.- jak coś zrobił, to uduszę te 100 kilogramów mięśni.
-Nie związek mój i Damiana ma się dobrze. Ja przyszłam w sprawie zawodowej.
-Zawodowej?-zapytałam zdziwiona.
-Tak. Nie wiem, czy wiesz,ale otwieram niedaleko Krupówek  restauracje połączoną z pensjonatem. I mam do ciebie prośbę. Chciałam bym, abyś została kierownikiem. -moje oczy wyglądały jak 5 złoty.
-Jeśli dobrze rozumiem proponujesz mi pracę.?
-Tak i jednocześnie nie wiesz, czy ktoś nie szuka pracy na recepcji bądź kuchni?-od razu do głowy wpadli mi Krzysiek i Daria
-Znam. Bardzo dobrze znam.
-To super. Za dwa-trzy tygodnie zaczynamy. Przyjdziesz na podpisanie umowy w czwartek? I jakbyś mogła weź ze sobą tych twoich znajomych.
-Wow, okej. To do czwartku szefowo-powiedziałam i się zaśmiałam.Sylwia wyszła po chwili opuściła dom. Wróciłam do porządkowania kuchni. Włączyłam radio i po chwili wycierałam kurze w rytm piosenki Dody "Nie daj się". Wycierając okap poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra.  Podskoczyłam i o mało,co nie spadłam. Rozpoznałam perfumy Igora.
-Jezu, Igor nie strasz.-powiedziałam chwytając się za okolice serca.
-Przepraszam.-powiedział- To dla ciebie-dodał i wręczył duży bukiet z różowych lilii i białych gerberów.
-Dziękuję.
-Możemy porozmawiać?-zapytał Wawrzyk
-Chyba nawet musimy. Siadaj. Zaraz zrobię kawy.. Cappuccino?
-Tak poproszę-powiedział i usiadła na krześle. Po chwili podałam mu kawę i zapanowała cisza,która trwała krótko.
-Majka, ja w sobotę.. przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć. Byłem wściekły. Nigdy tego sobie nie wybaczę.
-Igor rozumiem cię. Przez te 6 lat każdy obchodził się ze mną jak z jajkiem. Nie powiem zabolało i to cholernie mocno.  Ale wyznałeś mi prawdę i dziękuję ci za to. Boże, co ja pierdole.-powiedziałam, a Igor się zaśmiał. -Powiedziałeś to,co leżąło ci na sercu. Dzięki temu postaram się być lepszą przyjaciółką.
-Nie, to ja stanę się lepszym przyjacielem. Lepiej powiedz,o co chodzi z tą praca i Wellingerem?
-Nie, najpierw ty. Co w związku z Tamara?
-Skoro nalegasz. Porozmawiałem z nią szczerze i traktowała to tylko przelotnie. Zerwała ze mną wczoraj. Wiesz,co jest najgorsze? Chyba się w niej zakochałem.-powiedział Igor i nagle posmutniał.
-Ej, bez smutnej miny. Tego kwiatu pół światu. Może trzy czwarte jest huja warte,ale zawsze pozostaje jeszcze te 25% nie?-powiedziałam
-Kocham cię siostra wiesz
-Wiem. Ja ciebie tez bliźniaku-powiedziałam i przytuliłam przyjaciela.
-Okej, to teraz, o co chodzi z ta pracą, Wellingerem i Patrykiem- zapytał Wawrzyk,a ja opowiedziałam mu całą historię. Łącznie z propozycją pracy od Sylwii.
-No wiesz, wybrałaś jakiegoś tam kierownika w restauracji, zamiast Krakowa-powiedział "oburzony"
-Kierownika restauracji i pensjonatu-dopowiedziałam
-Mało ważne. Mam nadzieję,że chociaż nie zapomnisz o przyjacielu.
-Kochany o tobie nie da się zapomnieć. Jesteś jak bumerang. Zawsze wracasz.
-Bardzo śmieszne. Naprawdę. Chociaż powiem ci jedno. Z ciebie to niebezpieczna kobieta jest.-powiedział, a ja się zaśmiałam.
-Wiem-odparłam
-Słuchaj, skoro masz przymusowy urlop, to nie pojechałabyś może  do domku letniskowego moich rodziców?
-Tego, na Mazurach?
-Dokładnie. Całe dwa tygodnie.
-Kurcze dwa tygodnie? Kusisz Marian-odpowiedziałam
-To jak?
-A kto będzie?
-Ja, ty, Ola z Sebastianem i mój kumpel ze studiów Wojtek.
-Ten przystojniak?-zapytałam i poruszyłam zabawnie brwiami
-Tak ten sam. To jedziesz?
-Jeśli dostanę urlop od Sylwii, to na pewno. Ale podejrzewam,że się zgodzi.
-To świetnie. Dobra kochanie, ja spadam, bo Ola sama z tym swoim w domu została Cześć-powiedział i dał mi buziaka w policzek.
-Cześć-odpowiedziałam i zamknęłam drzwi. Następnie postanowiłam,że dokończę sprzątanie parteru. Został mi tylko salon i łazienka oraz pokój gościnny. Wyrobiłam się w nieco ponad cztery godzinki. Zadowolona założyłam strój do biegania i do tego bluzę, bo pogoda, jak na razie nas nie rozpieszcza. Po około godzinie wróciłam do domu i wzięłam prysznic. Kiedy wyszłam miałam jedną nieprzeczytaną wiadomość od Igora. Wyjazd w piątek o 4 . No chyba zgłupiał do reszty. Poczytałam chwilę książkę i położyłam się spać.  Wstałam rano i poszłam na trening do Stempla. Był w doskonałym humorze,więc nie dał mi aż takiego wycisku. Postanowiłam dokończyć porządki i iść się powoli zacząć pakować.

Piątek 21 lipca
Budzik dzwoni równo o 3 w nocy.  Jak tylko dojedziemy do Mrągowa to zatłukę go gołymi rękami. Na szczęście wpadł na pomysł,że pożyczy samochód od ojca. Dopakowałam jeszcze kilka rzeczy i ubrałam jasne rurki, błękitny T-shirt i czerwone Air-Maxy. Zrobiłam kanapki i wypiłam mocna kawę. Następnie do domu po cichu wszedł Igor i zabrał moje torby. Przywitałam się z Olą i Sebastianem i usiadłam z przodu. o zapięciu pasów ruszyliśmy do Krakowa po kolegę Igora.

Andreas
Co ja zrobiłem. Prawie zdradziłem Laurę. Ale nie mogłem się powstrzymać. Majka  jest jak magnes. Przyciąga mnie i nie mogę się opanować.  Zakochałem się w niej, tylko,co teraz? Nie mam zielonego pojęcia. Na dodatek jeszcze to kolano. Lepiej być nie mogło. Po powrocie do domu położyłem się na łóżku i dużo myślałem. Odruchowo wszedłem na Instagram i od razu załadowało mi się zdjęcie Majki. Jedzie na wakacje z jakimiś trzema chłopakami,których nie znam. Co z tego,że jest tam dziewczyna? Ona i trzech, no dobra dwóch facetów. Przejechałem palcem po jej twarzy,a moje serce szybciej zabiło. Nie zauważyłem,jak do mojego pokoju wszedł trener.
-Witaj Andreas-powiedział Schuster
-Dzień dobry trenerze,coś się stało?
-Możemy porozmawiać?
-Tak, o co chodzi?-zapytałem zdziwiony
-Widzisz, w sobotę nie mogłem zasnąć i wyszedłem się przewietrzyć. Widziałem,jak prowadziłeś Maję do hotelu,a później ona wybiegła z płaczem. Andi, traktuję ciebie,jak syna. Powiedz mi,co się dzieje?
-Nic takiego-odpowiedziałem,a trener tylko pokręcił głową
-Tak i na pewno wywrócenie domu Kotów do góry nogami nie ma z tym nic wspólnego. Andreas....-Schuster spojrzał na mnie,a ja zmiękłem i wszystko mu opowiedziałem.Trener zamilkł na chwilę.
-Andreas-zaczął- Maja to wspaniała dziewczyna. Wiele w życiu przeszła, dostała nieźle po tyłku. Wydaję mi się, nie. Wiem,że nie zasługuje na to,aby bawić się jej uczuciami. Musisz wybrać. Laura albo Majka-powiedział. Nie no ja za taką radę dziękuję bardzo. Jakbym tego nie wiedział.
-Dziękuję trenerze-powiedziałem
-Nie ma za,co. Wracaj do nas szybko. Do widzenie-powiedział Werner i wyszedł.
-Do widzenie-odpowiedziałem i z powrotem położyłem się na łóżku. Nie wiem nawet kiedy zasnąłem. Obudziłem się kilka godzin później. Wszedłem na Instagrama i kiedy zobaczyłem zdjęcie Majki,jak siedzi na kolanach jakiegoś faceta to się we mnie zagotowało. Tak być nie będzie.

Majka
Pogoda na Mazurach była idealna. Słońce świeciło i do tego delikatny wiatr. Dojechaliśmy około 12:30. Zjedliśmy coś i udaliśmy się nad jezioro.  Widziałam,że Wojtek był we mnie wpatrzony,jak w w obrazek,ale ja nie miałam ochoty na żadne flirty. Położyłam się na leżaku obok Oli, na nos założyłam okulary przeciwsłoneczne i oficjalnie rozpoczęłam misję Mazury 2017. Jezioro, pomost,cisza i niczego więcej w życiu mi nie potrzeba. Nagle Igor, Sebastian i Wojtek zaczęli się wydzierać i ciszę szlak trafił. Na dodatek te wredoty wrzuciły mnie i siostrę Igora do wody. Na całe szczęście nie było głęboko. Razem z Olką spojrzałyśmy na siebie i popłynęłyśmy pod pomost. Po chwili panowie zaczęli się martwić,a my zwijałyśmy się ze śmiechu.
-Boże, co my zrobiliśmy!!!-krzyknął Sebastian i razem z Igorem weszli do wody. Zaraz za nimi Wojtek. My cicho wyszłyśmy i położyłyśmy się na leżaku popijając lemoniadę.
-Majka, Ola, co wy zrobiłyście!!!-zaczął krzyczeć Igor
-No,co zemsta jest słodka-powiedziała Wawrzyk i razem przybiłyśmy piątkę.
-Wiecie,jak się o was martwiliśmy-dodał Wojtek i razem z Igorem podeszli i zaczęli nas łaskotać. Wojtek zaczął mnie łaskotać i posadził na kolanach.
-Mam to!-krzyknął Sebastian i pokazał zdjęcie. Roześmiałam się i wstałam z kolan chłopaka. Usiadłam na pomoście i zanurzyłam nogi w wodzie. A, co mi tam. Dam to zdjęcie na Instagram. Niech ludzie mają spam. Po kilku godzinach wróciliśmy do domku i zaczęliśmy przygotowywać się do grilla.

Witajcie kochani. Przybywam do was z rozdziałem w ten piękny i wyjątkowy sierpniowy dzień. 
Cześć i Chwała Bohaterom!!! Pozdrawiam i do następnego :* 

wtorek, 25 lipca 2017

#7

                                     "Życie, jest małą ściemniarą, wróblicą, wygą cwaniarą plącze nam nogi i mówi idź, nie wierz, nie ufaj mi, Życie jest małą ściemniara francą, wróblicą,cwaniarą. Plącze nam nogi i mówi idź. Wkręceni, w zgubną nić"
  Niestety nasz taniec dobiegł końca, tak samo, jak urodziny Kamila. Zdarzyło mi się jeszcze kilka razy zatańczyć z Wellingerem, jednak nie było w nich już takiej magii. Poszłam spać około 1:30 i obudziłam się przed 9. Zjadłam śniadanie i próbowałam dodzwonić się do Andreasa,ale nie odbierał. Wrzuciłam zdjęcie z dziewczynami z wczoraj na Instagrama i powoli zaczęłam szykować się na chrzest.  Założyłam kombinezon  szpilki te same,co wczoraj i włosy pozostawiłam rozpuszczone. Zrobiłam delikatny makijaż, czyli pomalowałam rzęsy i usta błyszczykiem, do torebki schowałam jeszcze okulary przeciw słoneczne. Poszłam do pokoju jeszcze raz zadzwonić,ale się nie udało. Wzięłam prezent i pojechałam do kościoła. Msza zaczynała się o 12:30. Około godziny później pojechaliśmy do restauracji,gdzie był obiad. Wręczyłam prezent i usiadłam koło Bartka- kuzyna Asi. Bardzo go lubiłam. Do tego stopnia,że na weselu Asi i Kuby, ja złapałam welon,a on muchę. Co jakiś czas sprawdzałam,czy Andi do mnie nie dzwonił. Niestety poczta była pusta. Około 16 udałam się do domu,gdyż o 19 zaczynałam pracę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć o tym wszystkim. Andreas Wellinger zawrócił mi w głowie. I to bardzo. Pocałował mnie i jeszcze ten wczorajszy taniec. Nie liczyło się nic. Byliśmy tylko my i ten taniec.  W pracy byłam godzinę wcześniej. Martwiłam się o Wellingera, dlatego postanowiłam z nim osobiście porozmawiać. Zapukałam do pokoju 312 i po chwili otworzył mi Andi.
-Hej,możemy porozmawiać?-zapytałam
-Tak, jasne. Wchodź-odpowiedział i wyglądał na smutnego.
-Dzwoniłam do ciebie,ale nie odbierałeś, dlatego postanowiłam wpaść. Wszystko ok wyglądasz, jakby coś się stało.
-Majka musimy poważnie porozmawiać-zaczął. Jego ton nie wróżył nic dobrego.
-Mów, słucham cię-powiedziałam z uśmiechem.
-To,co wydarzyło się w czwartek i wczoraj, nie powinno mieć miejsca. Pogubiłem się trochę,a ty mi zawróciłaś w głowie. Ale muszę to zgasić w zarodku. Mam dziewczynę i bardzo ją kocham. Przepraszam,że narobiłem ci zbędnej nadziei.-moja mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Po głowie chodziły mi tylko słowa" Mam dziewczynę i bardzo ją kocham" Znowu zakochałam się w zajętym.
-Jasne, rozumiem. Teraz wybacz,ale muszę iść-powiedziałam powstrzymując się od płaczu. Szybkim krokiem opuściłam jego pokój. Nie czekając na windę zeszłam po schodach. Prawie spadłam, gdyż oczy zalały się łzami. Wbiegłam na recepcję i trzasnęłam drzwiami od socjalnego. Osunęłam się po ścianie i zalałam łzami. Po chwili do pokoju wpadła Marta.
-Boże, Majka co się stało?
-Możesz wyjąć mój telefon? I zadzwonić do Igora?
-Jasne, podaj tylko kod-
-21092014-
-Proszę.- Igor odebrał po kilku sygnałach
-Cześć, możesz przyjść do hotelu?-zapytałam
-Jezu, Majka,co się stało?
-Możesz przyjść?
-Sory,ale jestem w Krakowie, mam randkę z Tamarą. Czy to coś ważnego?
-Nie już nic, jakoś sobie poradzę-odpowiedziałam i rzuciłam telefon na kanapę.
-Marta, gdyby szukał mnie Wellinger powiedz,że nie wiesz, gdzie jestem dobrze?
-Pewnie. Jeśli chcesz mogę zostać dwie trzy godzinki.-powiedziała 23-latka wyraźnie zmartwiona
-Nie, nie musisz. Tylko nie mów o mnie nic Wellingerowi.
-Dobrze. Wracam na  recepcję. W razie gdybyś czegoś potrzebowała wołaj.-powiedziała i wyszła. Połozyłam się na kanapie i płakałam. Dlczego ja? Zawsze, jak się zakocham to albo w zajętym albo w dupku. Nawet Igor znalazł dziewczynę. Dlaczego kurwa ja??
Podczas mojej zmiany unikałam Wellingera, jak ognia. Poprosiłam Stempla,aby odwiózł za mnie Michiego i Claudię oraz Stefana i Marisę na lotnisko. Kiedy wróciłam do domu poszłam pod prysznic i próbowałam pozbyć się negatywnych emocji. Na szczęście szum wody zagłuszył mój płacz. Próbowałam zasnąć, jednak nie mogłam. Wyjęłam spod łóżka, moją przyjaciółkę, dzięki której jakoś przeżyłam śmierć rodziców. Tak, cięłam się. Ból, chodź na chwilę sprawiał,że zapomniałam o rodzicach i Adrianie. Przyłożyłam żyletkę do nadgarstka, jednak nie miałam na tyle odwagi,aby to zrobić. Muszę sobie z tym poradzić w inny sposób. Założyłam strój do biegania, do tego wzięłam ciepłą bluzę, telefon, słuchawki i buty do chodzenia po górach. Wbiegnięcie na Kasprowy na pewno mi pomoże. Zawsze biegałam po górach,kiedy miałam problem.  Po około dwóch godzinach wróciłam padnięta i z chwilową ulgą. Położyłam się na kanapie w salonie i nie wiem,kiedy zasnęłam.

Andreas
Musiałem,to powiedzieć Majce. Widziałem ból w jej oczach. Zraniłem ją,ale czy dobrze zrobiłem? Przecież mam dziewczynę i bardzo ją kocham. Albo mi się tylko wydaje. Nie Andreas kurwa kochasz Laurę i tylko ją. Maja Gajewska, to już przeszłość. Postanowiłem, jednak z nią porozmawiać, niestety albo wyszła do łazienki, albo po kawę. Widać,że mnie unikała. W sumie wcale jej się nie dziwię. Liczyłem,że pogadam z nią rano,kiedy będzie odwozić Stefana i Michiego z dziewczynami na lotnisko, jednak jej nie było. Zamiast niej był napakowany facet. To chyba on, wpadł do Majki,kiedy jedliśmy pierogi. Na mój widok napiął mięśnie i w oczach miał wymalowaną złość.  Szybko wszedłem do samochodu Maćka i udaliśmy się w podróż na lotnisko. Całą drogę powrotna próbowałem się dodzwonić do Majki, jednak bezskutecznie. Mam nadzieję,że kiedyś mi wybaczy.

Majka
Andreas dzwonił do mnie kilka razy dziennie, przez następne trzy tygodnie. Nie odbierała, więc chyba zrozumiał,że mam go dość. Postanowiłam,że na razie nie chce poznawać żadnego faceta. Zmieniłam też kolor włosów na karmelowy blond. Jeszcze więcej ćwiczyłam,przez, co na moim brzuchu powoli kształtował się kaloryfer. Oczywiście nie wyglądałam tak jak Marit Bjoergen. Zrobiłam sobie też nowy tatuaż  Jak szaleć to szaleć.  Na dodatek poznałam tą Tamarę Igora. No i jestem w takim szoku,że do tej pory nie mogę wyjść. Jest od niego starsza o 13 lat.   Nie komentowałam tego,ale do czasu. Dzisiaj to jest sobota 15 lipca po namowach siostry i rodziców Igora postanowiłam z nim porozmawiać. Punkt 17 Igor jest w domu. Oznaczało to,że nie pojadę na Letnie Grand Prix. Cóż mówi się trudno.
-Zacznę prosto z mostu. Związek twój i Tamary nie ma przyszłości-powiedziałam i postawiłam przed nim kawę.
-Majka, błagam cię przestań. Mówisz dokładnie tak samo, jak rodzice, Paulina i Ola.
-Igor, Tamara może być twoją siostrą,ale nie dziewczyną
-Wiesz,co liczyłem,że chociaż ty mnie zrozumiesz. Sama byłaś w podobnej sytuacji.
-I właśnie przez wzgląd na powiedzmy otwarcie patologiczny związek z Patrykiem mówię ci,że to nie ma sensu.
-Majka kurwa mać,co ty pierdolisz?! Przypomnieć ci, jak za nim latałaś? Ile byś dała,żeby odszedł od ciebie dla narzeczonej?-zaczął krzyczeć, postanowiłam,że zrobię to samo
-To była inna sytuacja. Igor ona ma męża i dzieci, znając życie nie zostawi ich.
-Nie Majka, to jest dokładnie ta sama sytuacja. Wiesz,co mam dość. Uganiasz się za niedostępnymi facetami i trafiasz albo na dupków albo na zajętych. Łudzisz się,że Wellinger zostawi dla ciebie dziewczynę? Tak samo, jak Patryk zostawił dla ciebie narzeczoną. Wypłakiwałaś mi się w ramię,a ja cię pocieszałem. Nie miałem odwagi,ale teraz ci to powiem.
-No mów proszę bardzo kurwa powiedz to wreszcie- krzyki ściągnęły do salonu ciocię i wujka,
-Jesteś głupia i naiwna, wmawiasz mi,że mój związek z Tamarą nie sensu, bo jest 13 lat starsza. Patryk był od ciebie o 8 i co? Gówno z tego wyszło. Zawsze jestem ci potrzebny gdy masz problem, pomagałem cię, wspierałem w twoich problemach w związkach,ale teraz dosyć tego. Teraz ja potrzebuje wsparcia, a jedyna osoba,która rozumie mnie bez słów się ode mnie odwraca. Tak nie robią przyjaciele.
-Nie odwracam się od ciebie,tylko próbuje cię chronić, nie widzisz tego?
-Przed czym niby do cholery?
-A no choćby do cholery przed złamanym sercem.
-Mówisz, tak bo jesteś zazdrosna!-krzyknął
-A żebyś cholera wiedział. Myślisz,że ja nie mam problemów? Mam,  złamane serca przez Wellingera, straciłam wczoraj  robotę, bo nowy kierownik zatrudnił swoją młodą dupę i trzeba było znaleźć kozła ofiarnego, na dodatek odezwał się Patryk- tak, wczoraj po dwóch latach pracy i po czterech latach praktyki straciłam prace w hotelu Tatry. Jacek walczył o mnie,jak lew jednak gówno to dało.
-Widzisz?! Właśnie o tym mówię. Zawsze tylko ty i twoje problemy, nic więcej. A to biedna Majusia, przeżyła zawód miłosny,a to boi się, poznania prawdy o swoim bracie, biedna Majeczka straciła rodziców i trzeba być dla niej wyrozumiałym. Wiesz,co nie dziwię się,że Adrian od ciebie uciekł-krzyknął Igor i po chwili poczuł moją dłoń na swoim policzku. W jego oczach widziałam,,że uświadomił sobie,co powiedział
-Majka, jaa...
-Spieprzaj stąd!!!-krzyknęłam
-Majkaaaaa......
-Wypierdalaj!!!-krzyknęłam najgłośniej,jak tylko się dało i wypchnęłam przyjaciela za drzwi. Następnie pobiegłam na górę i spakowałam kilka rzeczy, wzięłam bilety i kluczyki i ruszyłam w drogę na Letnie Grand Prix.  Po drodze przekroczyłam chyba wszystkie możliwe prędkości. Około półtorej godziny później byłam pod skocznią im. Adama Małysza. Próbowałam się uspokoić,jednak nic to nie dało.  Szłam w kierunku domku skoczków,ale oczywiście Majusia musiała wpaść na kogoś. Mam nadzieję,że się domyślacie, kto to. Jak nie to już wyjaśniam. Był to Wellinger.
-Hej, nic ci nie jest?-zapytał z troską. Nie kurwa, nic, oprócz tego,że dupa mnie boli. Miałam już mu to powiedzieć,ale się powstrzymałam
-Nie. Wybacz,ale muszę już iść- chciałam go wyminąć,ale złapał mnie za łokieć
-Możemy porozmawiać? Nie odbierałaś ode mnie telefonu i sumie tylko dzięki Stefanowi wiedziałem,że wszystko z tobą ok.- a to papla jedna z tego Krafta. Fakt, faktem,że od urodzin Kamila częściej rozmawiałam z Marisą,ale jakim cudem.... przecież Marisa miała mu nic nie mówić. A to menda jedna musiała podsłuchiwać. Jak  słodycze kocham nie dożyje kolejnej Kryształowej Kuli.
-Nie, nie możemy. Wybacz,ale się śpieszę.- powiedziałam i go wyminęłam. Szybkim krokiem, no dobra biegiem udałam się do domku Polaków. Weszłam,jednak nikogo nie zastałam.  W radiu słyszałam,że Dawid wygrał,a Maciek zajął drugie miejsce. Umówiłam się z dziewczynami,żeby na mnie czekały w swoim sektorze. O nie, ja nie będę na nich czekać. Postanowiłam,że pójdę po piwo bezalkoholowe i udam się do dziewczyn. Idąc w kierunku sektoru, gdzie miałam miejsce, ktoś znowu na mnie wpadł. Nosz ja pierdziele. Na dodatek jeszcze moja ukochana Warka Radler mi wypadła.
-Witaj Maju- na dźwięk tego głosu serce mi zamarło. Niepewnie uniosłam wzrok i przed moimi oczami stał Patryk Duszek we własnej osobie.
-Co tutaj robisz?-zapytałam przełykając wielką gulę w gardle
-Przyjechałem do ciebie. Chciałbym z tobą porozmawiać
-My nie mamy o czym rozmawiać-odpowiedziałam pewnie patrząc w jego oczy. Oczy,które trzy lata temu okazały się moją zgubą. Chciałam go ominąć jednak przytrzymał mnie za nadgarstek tak samo jak Andreas. Z tą różnicą,że o wiele mocniej.
-Puszczaj, to boli-krzyknęłam,a w okół nas zaczęli gromadzić się skoczkowie.
-Puszczę, jak ze mną porozmawiasz.
-Po moim trupie-prychnęłam
-Wtedy to już na pewno skarbie.
-Nie mów tak do mnie i puszczaj!- kątem oka widziałam,że Kacper Skrobot szykował się,aby stanąć w mojej obronie,ale potrzymał go Kuba, szpecąc coś serwismenowi na ucho
-Nie puszczę.- odpowiedział a we mnie się zagotowało. Obróciłam jego rękę za jego plecy i wykonałam jeden z najprostszych chwytów Krav magi. Po chwili Patryk leżał na ziemi i zwijał się z bólu.
-Mówiłam ,żebyś mnie puścił.-powiedziałam do niego na ucho. Po chwili podbiegli do mnie bracia Kot.
-Brawo, mała-powiedział Maciek
-Moja krew-dodał Kuba i oboje mnie objęli. Udaliśmy się do domku. Oczywiście, jakby wszystkiego było mało widzieli to prawie wszyscy skoczkowie. Po prostu wybitnie.
-Moja malutka Majusia, jest taka niebezpieczna-powiedział Piotrek i mnie przytulił.
-Nie po to chodziłam na kurs Krav magi,żeby nie umieć się obronić.- było to dwa lata temu. Po maturze mi się nudziło,więc zapisałam się na kurs. Przez pierwsze dwa tygodnie, było ciężko,ale jakoś dałam radę. Co z tego,że po treningach bolały mnie wszystkie mięśnie. Nie wiedziałam,że w niektórych miejscach można mieć aż takie zakwasy.
-Niebezpieczna kobieta-dodał Dziubuś z Kamilem i wszyscy wybuchnęli śmiechem.  Po konkursie pogratulowałam Dawidowi i Maćkowi i udałam się do Justyny. Ona, Agnieszka i Magda - jej siostra,żona Olka Zniszczoła zachwycały się Anniką- córeczką Stefana Huli. Po krótkiej zabawie z Karolinką postanowiłam,że nie będę dziewczyną psuć świetnego nastroju.  Spotkanie Patryka wybiło mnie z równowagi, mimo że może nie było tego widać. Postanowiłam pójść do klubu. Wzięłam szybki prysznic, włosy delikatnie zakręciłam i zrobiłam delikatny makijaż ,czyli tusz do rzęs i błyszczyk.  Ubrałam się i powiadomiłam dziewczyny,że wychodzę. Miały dziwne miny,jednak nic nie mówiły.  Postanowiłam,że nie biorę samochodu. Miałam ochotę na kilka drinków, więc poszłam spacerkiem. Czego później będę pewnie żałować, bo najlepszy klub w Wiśle jest oddalony około 2 kilometrów od domu Piotrka, a ja mam szpilki,ale trudno. Muszę chociaż przez chwilę zapomnieć o Patryku, Igorze,ale przede wszystkim o Andreasie. Dzisiaj, jego troska i zmartwienie w oczach przyspieszyło rytm bicia mojego serca. Widziałam w jego oczach, ból kiedy byłam dla niego oziębła,ale zranił mnie. Nie mogę mu pozwolić na to,aby po raz kolejny namieszał mi w głowie.  Chociaż nie tyle w głowie, co w sercu. Dzień w dzień, kiedy zamknę oczy widzę to jego perfekcyjnie piękne, błękitne tęczówki. Myślami powracam do naszego tańca na urodzinach Kamila,kiedy mogłam bezkarnie go przytulać i wdychać jego perfumy. Nie Majka dosyć. Nie myśl już o Wellingerze. To zamknięty rozdział. Po około 15 minutach spacerku byłam pod klubem. Ochroniarz wpuścił mnie bez problemu i po chwili siedziałam przy barze sącząc drinka. Najpierw jeden, drugi. Po chwili nie liczyłam ich już. Zostałam wyciągnięta przez jakiegoś przystojnego szatyna na parkiet. Zatańczyłam z nim kilka kawałków, by następnie wypić z nim Malibu. Filip-bo tak miał na imię chłopak ewidentnie ze mną flirtował.  Ja jednak w głowie nadal miała pewnego blondyna o niebieskich oczach. Po wypiciu kolejnego z kolei alkoholu ktoś postawił mi szota, później kolejnego i następnego. Około 22 Filip odpadł. Ja byłam zaledwie delikatnie podpita. Trzeba było przyznać jedno. Miałam mocną głowę za dziadkiem. Raz w życiu byłam tylko tak upita,że nic nie pamiętałam. Było to po rozstaniu z Patrykiem. Nawaliłam się, jak góral na weselu. Kaca to miałam chyba przez trzy dni. Od tamtej sytuacji piłam symbolicznie, czyli do momentu  " no to na drugą nóżkę". W tradycyjnej góralskiej rodzinie było to po rosole. Dzisiaj jednak wydarzenia z ostatnich tygodni przyćmiły wszystko. Miałam już dosyć. Jeden flirtował, dzwonił i nawet pocałował. Do tego ten cholerny taniec i co? Kazał zapomnieć. Ta,bo on myśli,że tak łatwo zapomnieć. Nie mam jeszcze Alzheimera, ani tym bardziej amnezji. Patryk, to Patryk. Pierwsza poważna miłość, związek i pierwszy raz. Były tylko i aż dwa problemy. Pierwszy: był ode mnie starszy o 8 lat. Poznałam, go kiedy miałam 19. Potrzebowałam stabilizacji,a on mając 27 lat wydawał się spokojny,opanowany. Po prostu mnie oczarował. Drugi i chyba największy problem był w tym,że miał narzeczoną. Dowiedziałam się po prawie 10 miesiącach związku. Z perspektywy czasu stwierdzam,że był to bardzo patologiczny związek. Skończyło się złamanym sercem, kacem, jedzeniem lodów czekoladowych w lutym oglądaniem "Zbuntowanego anioła" i zapaleniem krtani. Żaden chłopak jeszcze mnie tak nie urządził. Cierpiałam po nim trzy tygodnie plus tydzień spędzony w szpitalu. Dzięki Bogu choroba przyszła w ferie, więc za wiele nie straciłam. A Igor? Zabolały mnie jego słowa, jak cholera. Chociaż z drugiej strony go poniekąd rozumiem. Zawsze mnie wspierał, ratował tyłek i leczył złamane serce sernikiem jego mamy. Z drugiej strony chciałam tylko go chronić. Nie oszukujmy się. Tamara nie zostawi męża i dzieci dla takiego nazwijmy go gówniarza. Igor ma czasami durne pomysły,jak na swój wiek. Tylko nie wiem, jak długo nie będziemy się do siebie odzywać. Jak faceci się pokłócą to dadzą sobie po mordzie i idą na wódkę. Dziewczyny napiją się i pogodzą,ale przyjaźń damsko-męska? Ani się napić,ani dać w twarz.  I bądź tu mądry.
-Widzę,że głębsze przemyślenia. To może jeszcze jednego?-zapytał barman
-Bardzo bym chciała,ale chyba się nie wypłacę. Tym bardziej,że straciłam pracę.
-To dwa drinki na koszt firmy. Poza tym ci panowie już uregulowali rachunek-odpowiedział chłopak,który na oko miał 25 lat. Spojrzałam w kierunku,w którym pokazał barman i zamarłam. Nie daleko zobaczyłam Maćka, Kubę, Łukasza Gębalę i no nie. Czy oni wzięli ze sobą Wellingera? Zatłukę i powieszę na najbliższym drzewie.
-W skali od jeden do dziesięciu, jak bardzo są wkurzeni?-zapytałam
-Tak gdzieś 9,5.-powiedział i podał mi kolorowego drinka. Wzięłam szklankę i miałam już go wypić,kiedy jakaś ręka mi odebrała szklankę. Spojrzałam wściekłym wzrokiem na Maćka.
-Tobie Majka chyba już wystarczy. Nie sądzisz?-zapytał ojcowskim tonem. W tatusia mi się tu teraz będzie bawił.
-Szczerze? Nie-odpowiedziałam sarkastycznie i spróbowałam po raz kolejny wypić alkohol
-Maja idziemy-powiedział Kuba
-No chyba wy. Ja nigdzie nie idę.
-W takim razie weźmiemy cię siłą.- i nagle stał się cud. Zadzwonił telefon Piotrka.
-Tak,kochanie już ją zgarniamy i idziemy.-powiedział i zakończył rozmowę. - Chłopaki rurę mi wywaliło. Szybko idziemy.-powiedział
-Jasne. Andi zajmij się nią i odtransportuj ją do domu Piotrka. Tylko niech trochę wytrzeźwieje-powiedział Kuba i poszli.
-Nie jestem pijana!-krzyknęłam
-Maja wracamy!-rozkazał Wellinger
-Kogo, jak kogo,ale ciebie to się nie będę słuchała.-powiedziałam
-Jak chcesz-odpowiedział i po chwili czułam,że unoszę się w powietrzu. Nie nic nie brałam. Po prostu Wellinger podniósł mnie i przerzucił przez ramię, jak worek ziemniaków. Próbowałam się wyrywać i ruszałam nogami byle tylko mnie puścił. Po 10 minutach spaceru dotarliśmy do jego pokoju w Hotelu Gołębiewski.
-I po cholerę mnie tu przyprowadziłeś?-zapytałam wściekła
-Majka, opanuj się!-krzyknął na mnie
-Po pierwsze nie tym tonem Wellinger,a po drugie jest już po 23, więc obowiązuje cisza nocna. Po trzecie kim dla mnie jesteś,że możesz mi rozkazywać?
-Twoim przyjacielem?
-Ta w snach-prychnęłam
-Zamknij się Gajewska!-krzyknął i zachłannie wbił się w moje usta. Nie wiem po jaką cholerę odwzajemniłam ten pocałunek. Zdjął moją kurtkę i powoli rozpinał moją koszulę. Pocałunkami zaczął zjeżdżać na moją szyję, następnie obojczyk, brzuch. Kiedy zaczął dobierać się do zamka od spódnicy, opamiętałam się.
-Nie mogę połapać się w tych twoich humorach. Jak się zdecydujesz czego ode mnie chcesz to zadzwoń. Nikt nie prawa bawić się moimi uczuciami.
-Jakoś Patryk mógł.-nie wytrzymałam i wymierzyłam drugi tego dnia liść.
-Nie masz prawa tego mówić.
-Majka, przepraszam.-powiedział skruszony
-W dupie mam twoje przeprosiny. Wracaj do Niemiec do swojej dziewczyny i mi daj święty spokój. Cześć!-krzyknęłam i szybko zapięłam koszulę i założyłam kurtkę zostawiając zszokowanego Niemca z czerwonym policzkiem i w samych bokserkach. Wyszłam z hotelu i udałam się w kierunku domu Piotrka, gdzie chłopcy walczyli z rurą.  Po drodze płakałam przez, co rozmazał mi się makijaż.
Widząc, jak Maciek rusza na mnie w mojej obronie stanęła Agnieszka.
-Maciek, daj jej spokój. Widzisz w jakim jest stanie?!
-Aga...
-Żadne Aga. Chodź kochana-Agnieszka objęła mnie i zaprowadziła do pokoju. Siedziałyśmy w milczeniu. Po chwili przyszła Justyna z kubkiem w ręku.
-Napij się, to melisa. Na pewno ci pomoże-wypiłam ciepłe zioła od razu i sama zaczęłam im opowiadać, jaki jest powód mojego stanu.
-I na dodatek prawie poszłabym z Andim do łóżka po tym wszystkim-dodałam na zakończenie
-A ja myślałam,że to porządny chłopak-powiedziała Justyna
-A wiecie,co jest najgorsze? Zakochałam się w nim-powiedziałam i przytuliłam się do Lewkowicz szlochając.
-Gdybyś tyle nie wypiła dałabym ci tabletki nasenne.-powiedziała zmartwiona Justyna.
-Nie chcę,ale masz może dżem malinowy od swojej mamy i lody czekoladowe?-zapytałam
-Jasne już idę.-odpowiedziała Żyła i poszła po wymienione rzeczy. Agnieszka podała mi w tym czasie laptopa.
-Zbuntowany anioł, Nad życie, czy Pamiętnik?-zapytała
-Pamiętnik. Zdecydowanie Pamiętnik- po chwili pojawiła się Justyna, z dżemem lodami i winem.
-Porzeczkowe od mamy.-powiedziała i nalała do kieliszków. Po chwili zaczęłyśmy oglądać film zajadając się lodami oraz dżemem i popijając je winem. Po tym wydarzeniu wreszcie poczułam,że mam prawdziwe przyjaciółki, których tak mi brakowało. Dziewczyny zasnęły w połowie filmu, ja natomiast postanowiłam przenieść się na kanapę w salonie. Okryłam się kocem,który leżał i myślałam. Zmęczona wszystkim zasnęłam o 5:30.


W poprzednim rozdziale, było tak pięknie,a w tym..... Wiem,co narobiłam,ale spokojnie, jakoś to odkręcę. Może..... Dobra nie będę taka wredna. Pozdrawiam i do następnego :* :*
P.S. Trochę dużo wulgaryzmów,za które przepraszam!!!